środa, 17 stycznia 2018

Od Anioła do Fuyu

Z reguły nie wchodzę z własnej chęci do takich zaszczurzonych nor jak ta. Butelki do połowy wypełnione podejrzaną cieczą walają się pod nogami, szkło kruszy się pod nogami. Chodzę jak na szpilkach, prowadząc u swego boku swojego ścigacza. Za każdym razem jak wdepnę w coś miękkiego, mam nadzieję, że to błoto zamiast maź z roztrzaskanych głów zmieszanych z zwierzęcymi/ludzkimi odchodami. Moje kroki wydają dziwne plaśnięcia. Motor cicho pomrukuje. Czuję na sobie sępi wzrok tutejszej społeczności; zataczających pseudo-psychologów martwiących się o moje problemy i mój stan konta, ich pyskatych konkubin oraz tych małych, drących ryje pokrak co spłodzili.
Gdy z prawej słyszę krzyki, odwracam głowę w lewą stronę. Przypadkiem napotykam się wzrokiem z handlarzem tanich zgonów. Skinieniem głowy przychlast pokazuje mi, gdzie iść, by to dostać. Ignoruj, mówię sobie w duchu. Czuję się jak w domu z dzieciństwa. Jedynym powodem, dla którego dałem się tu wciągnąć, jest ona. Białowłosa piękność. Bogini beztrosko stąpająca wśród ziemskich burdeli. Człowiecza, lecz swoim sposobem bycia również nieziemska. A jej zapach... Ugh, chodzę za nim jak pies policyjny za narkotykowym baronem. Czuję w nim beztroskę, zmęczenie i młodość. Czuję, że jest nieskażona. Nietypowa, coraz rzadziej spotykana ludzka kobieta. To ideał, którego szukam.
Moja głupiutka Alicja prowadzi mnie wprost do króliczej nory, a ja idę posłusznie, świadom, że to może być podpucha. Już raz słyszałem o ładnych panienkach-przynętach na demony wśród gangsterskich karteli. Cóż mogę poradzić na swoją naiwną naturę. Złapałem jej haczyk, a ona, być może niczego nieświadoma, ciągnie mnie za sobą w głąb czarnej dziury. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Podejrzewam, że resztę wieczoru spędziłbym mniej produktywnie.
Staram się zachować dystans na oko 10 metrów. I tak już od kwadransa. Ślicznotka nie spojrzała się ani razu do tyłu, ani na boki. Po prostu idzie, swoim wdziękiem rozdzierając obraz biedy dumna jak paw. Zupełnie jakby myślała, że wokół niej jest niewidzialna bariera ochronna przed atakiem. Kręcę głową. Ona poprawia swoje słuchawki i odrzuca na bok pukiel długich włosów. Zatrzymuje się, przez co serce staje mi w gardle. I błagam w myślach "Nie odwracaj się. Pokołysz dalej bioderkami.". Przyznaję bez bicia, patrzyłem. Trudno nie zauważyć czegoś, co ma się przed oczami. Inni też patrzą. Śmielsi gwiżdżą, chcą podejść, lecz potem wchodzę im w paradę ja, szczerząc kły na nich. Spierdalać, stuleje. Możecie sobie gwałcić tutaj dziesiątki kobiet dziennie, lecz od tej łapy precz! Jest moja!
W końcu zmniejszam dystans. W powietrzu unosi się narastające napięcie. Mam przeczucie, iż za moment jakaś grupa bydlaków spod ciemnej gwiazdy wyjdzie z nie wiadomo skąd i tyle ją widziałem. A niech to! Wykrakałem...
Dwóch typków podnosi zadki z miejsc i rusza za boginią. Na szczęście są w tyle. Bez zawahania odpalam motor. Silnik dźwięcznie zaryczał, przekreślając im drogę. "Wybacz, muszę cię wyrwać z twojego świata teraz", przeleciało mi przez myśl, zatrzymując się przed nią.
- Dziewczyno, oszalałaś?! Życie ci niemiłe, ze w takie dzielnice wchodzisz?! - nie wiem czemu, ale wrzeszczę na nią.
A ona stoi i nie rozumie. Zdjęła słuchawki i się rozglądnęła. Zdaje mi się albo trochę się przestraszyła.
- Tak, do ciebie mówię. Mogę cię stąd zabrać, jeśli nie chcesz by coś ci się stało - wskazuję na panów w tyle - Decyduj się teraz - poganiałem stanowczo.

Fuyu? Mam dwa kaski!

wtorek, 16 stycznia 2018

Odchodzi


Imię: Andromeda
Powód: Decyzja właściciela

sobota, 13 stycznia 2018

Od Nyxs - Początek

Zawiał mocny wiatr; tak sądziłam. Stawał się on coraz mocniejszy, aż zauważyłam, jak nasi podopieczni muszą się łapać drzew, budynków i innych przedmiotów, aby nie odlecieć. Odwróciłam się widząc niebiesko-białą powłokę na tle gór. To był portal, bardzo silny, który właśnie wsysał w swoją stronę wszystko, co mógł. Bez namysłu poleciałam w tamtą stronę. Wiatr stawał się coraz silniejszy. Musiałam zamknąć portal, ale gdy próbowałam to uczynić, on otwierał się na nowo. Oznaczało to, że został otworzony z drugiej strony. Bez namysłu wleciałam do portalu i z tamtej strony go zamknęłam. Nie otworzył się, ale ja zostałam wysłała do innego świata. Portal zniknął, a ja nie mogłam go ponownie otworzyć; nie miałam takiej mocy. Gdzie wylądowałam? W pomieszczeniu, w którym było pełno jakichś szklanych szafek i dziwne przyrządy. Przede mną stały ludzkie istoty, wlepiające we mnie swoje gały, jakby widziały coś przerażającego. Raptownie zaczęli krzyczeć i uciekać, a na ich miejscach pojawiali się nowi, tym razem w mundurach i z bronią. Rozejrzałam się. Głową zahaczałam o sufit, przez co musiałam się zgarbić. Usłyszałam huk wystrzałów. Małe kuleczki przebijały się przez moje ciało, a dziury, które po sobie zostawiały, od razu zarastały. Ruszyłam w ich stronę. Wszyscy się odsunęli, dzięki czemu wylądowałam na korytarzu. Błądziłam przez jakiś czas między blaszanymi ścianami, z tyłu słysząc ciągle strzelaninę, aż w końcu znalazłam światło. Wyleciałam przez otwarte drzwi i wzniosłam się w górę. Ruszyłam w kierunku lasu.
Znalazłam się w innym wymiarze, jak wrócić do swojego? Nie potrafiłam tego. Każda nemida jest obdarzona zamykaniem wszelkich przejść, ale żadna nie może ich sama otwierać. Robi to Harmoniya – najważniejsza i najsilniejsza nemida. Więc jak mam wrócić?
Wylądowałam w lesie. Przypominał on mój świat, z tym, że tutaj wszystko było usadowione w ziemi i było do siebie bardzo podobne. W moim świecie niektóre rośliny się unosiły, albo żyły na wyspach w powietrzu. Większość miała różny kolor, czasem unikatowy dla swego gatunku, czy nawet egzemplarza. A tutaj? Wszystko było takie same. Stanęłam na ziemi. Usłyszałam czyjeś śmiechy i glosy. Ruszyłam w tamtym kierunku. Zatrzymałam się przed ostatni drzewem, obserwując miasto. Ono też było inne, niż moje. Budynki wysokie i takie same. Ponad to jeździły w nim blaszane maszyny, kiedy u mnie mieszkano w drzewach lub w pagórkach. Nasi podopieczni musieli wykorzystywać to, co dała im natura. A tutaj... to wszystko było brzydkie. Zasmrodzone, hałaśliwe, bez kolorów, nudne.
A istoty? Mieli zabawne kształty. Jedna głowa, dziwnie machali rękami i prawie każdy bł ubrany w to samo. Tylko twarzami się różnili. Przyjrzałam się uważnie samicy, która stała przed jakimś budynkiem i z głową zadartą do góry, zapewne czytała napis. Długie nogi, chuda, wyprostowana, proste włosy... na jej wzór ukształtowałam swój nowy wygląd, by nie rzucać się w oczy. Zmieniłam tylko kolor oczu, kształt ust i długość włosów, by jej nie skopiować. Wytworzyłam dla siebie także ubranie.

*

Zamieszkałam w tym mieście jako Nyxs. Gdy ktoś pytał się o nazwisko odpowiadałam, że nie jest ważne. Powoli poznawałam zasady tego świata, śpiąc w leśnej grocie pod postacią nemidy. Każdego dnia przyglądałam się zachowaniom ludzi i za każdym razem odnajdywałam rzeczy, które w żadnym stopniu nie były podobne do mojego świata. Co noc zastanawiałam się, jak mogę spróbować otworzyć portal. Bo skoro zostało to zrobione z tego wymiaru, to może ponowią swe działanie? Tylko kiedy? I gdzie? I jak? W mieście rozeszła się wieść o dziwnym skrzydlatym stworzeniu, ale miesiąc później wszyscy o tym zapomnieli, gdyż ów postać się zmyła.
A ja jako zwykła kobiecina poznawałam nowy świata.

Anioł Wade

smoking snow by NanFe

Mężczyzna. Metr siedemdziesiąt dziewięć. Brak upomnień. Anioł Wade. Uprzedzając pytania: tak, istnieje takie imię. Jego rodzice... Znaczy matka musiała przewidzieć jaki w przyszłości będzie jej pierworodny syn i nadała mu imię sprzeczne z jego naturą. Naturą czysto-krwistego inkubusa. Za cholerę nie wie jak to możliwe, skoro matka była czarownicą... Ojca, demona, widział kilka razy odkąd narodził się 26 lat temu. Tutaj trafił, pod pretekstem szukania zaginionej kuzynki.
Głos



Już będąc dzieckiem był świadom, że świat nie da mu nic za darmo. Jego życie to ciągła walka szczurów. Początek w sumie zaczyna się wtedy, kiedy młoda wiedźma o imieniu Eleonora spotyka wędrownego inkubusa Leona... i zostaje przez niego zgwałcona. Wynikiem czego parę miesięcy później były bliźniaki. "Próbowano mnie wyskrobać widelcem. Spróbowano, na szczęście wydłubano mi serce." Anioł miał siostrę Bibianę (inaczej: Biankę). Teoretycznie byli nie do rozdzielenia, chociaż bardzo się różnili charakterami i wyglądem. Bibi wdała się w matkę: wyrosła z niej zgrabniutka czarnulka o szarobłękitnych oczach i porcelanowej cerze, gdzieniegdzie zaróżowiona i pokryta drobnymi piegami. Natomiast Anioł mało był podobny do rodzicielki. Narodził się z białymi włosami oraz żywszym kolorem skóry. Oczy miał po niej, lecz te z wiekiem dorastania zmieniły się w kolor ognistoczerwony. Jedynie co po niej ma to szereg niemiłych wspomnień dzieciństwa i zaburzenia psychiczne (socjopatia, nadpobudliwość) oraz skłonności do sadyzmu. Matka otwarcie znęcała się nad nimi psychicznie i fizycznie. Aniołowi udało się wyrwać z prywatnego piekiełka, zgotowanego przez nią, będąc nastolatkiem. "Choć był na dnie facet tyrać znów zaczął ciężko!" Robił, co mógł by zdobyć kasę. Pracował, rabował i handlował. Od kumpla brał lekcje mechaniki, a za uzyskane pieniądze chodził na kursy. Obecnie niczego nowego się nie uczy, zyskał jedynie większą pasję do motoryzacji, ale stare nawyki kradzieży pozostały. Czasem na czarno naprawi komuś coś pod maską.


Jest 100% hetero. Nie ma nikogo obecnie, lecz szuka stałej żywicielki. Jego rasa, charakter i sposób bycia teoretyczni uniemożliwia mu to. Między innymi dlatego, że seksem zdobywa energie i moce. Jak już padnie na jakąś panienkę, albo idzie to po dobroci, albo po złości. Po dobroci to jest tak, że pierw chłopak próbuje ją oczarować, komplementować, innymi słowy zauroczyć w sobie. Tej drugiej opcji chyba nie muszę tłumaczyć. To już w skrajnych przypadkach, kiedy przekracza rezerwy swojej cierpliwości i żal mu pieniędzy na dom uciech. Średnio co trzecią to spotyka. Natomiast jeśli się znajdzie taka, która będzie w stanie z nim wytrzymać dobrowolnie na dłużej, będzie traktowana jak królowa. Ktokolwiek powie złe słowo na nią, zostanie zdewastowany. Ktokolwiek źle ją tknie, będzie miał pokaz przemiany w demona, który zapamięta do końca swego życia. Ciekawe wspomnienie na ostatnie 2 minuty. Jak wpadnie w szał to musi polać się krew. Ewentualnie rozwali wszystko wokół siebie. Na czymś musi rozładować swą nadludzką siłę. Oczywiście nie rozwali wszystkiego co popadnie. Swój rozsądek ma na miejscu oraz szacunek do rzeczy. Z szacunkiem do ludzi bywa różnie. Jeżeli spotka osobę chamską, natychmiast pokaże jej gdzie jej miejsce. Nikogo nie wykluczając. Stąd często wdaje się w bójki. Zaś miłym osobom odpłaca się tym samym. Jeśli jesteś idiotą, to nie zdziw się, że będzie cię traktował z pogardą, krzywo wodził wzrokiem czy reagował sarkazmem. A odważ się tylko zarysować jakieś jego mechaniczne cacko to zobaczysz to co ci, którzy nie szanowali jego królowej.

Your Destiny Is Forlorn by BlackFire64

piątek, 12 stycznia 2018

Od Kanane CD Tsukiko

Dziewczyna poszła, a ja poszedłem się odświeżyć. Z łazienki wyszedłem jakoś po pół godziny, nie chciało mi się ruszać zbyt. Za leniwy jestem. Ruszyłem się ubrać i zamówić pizze.. Z lodówki wziąłem z dwie butelki piwa i zanim jednak siadłem dzwonek zadzwonił. Podszedłem i wziąłem zamówienie. Jakaś panienka się uśmiechnęła. Nawet dała mi swój numer. Zawsze chętnie wezmę na jakiś numerek. Wraz z pudelkiem ruszyłem tyłek. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizje. Znalazłem jakiś horror, to piłem i zjadałem się pizza. Jutro rano pójdę do domu albo nawet dziś. Tsu dalej nie wracała. Może na kogoś się natknęła. Posprzątałem po sobie i nagrałem jej wiadomość, żeby zadzwoniła albo przyszła jak będzie wolna. Ruszyłem tyłek do domu. Choć wizja dziewczyny w kominie byłaby niezła.

Dojechanie nie zajęło mi długo, wilki się stęskniły za mną to jedno. Nakarmiłem je i wlazłem pod prysznic. Choć też mogę pójść zobaczyć ja w kimonie. To jest myśl. Po prysznicu założyłem świeże bokserki i zawołałem psiaki do mnie. Położyły się na swoich miejscach i mogłem zasnąć.
***
Obudziłem się tuż po dwunastej. Ubrałem się jak typowy bad boy i ruszyłem. Pogłaskałem wilki przed wyjściem i ruszyłem do samochodu. Siostra namierzyła mi Tsu. Wiedziałem gdzie była. Na miejscu stanąłem przy jakieś rzeźbie z dłońmi w kieszeni i patrzyłem na dziewczyny. Tsu stała wśród dzieci i coś im mówiła. Na jej widok moja wyobraźnia już działa. Może tym razem natkę się na jakiegoś chłopca do wydymania. Dawno się z nimi nie zabawiałem. Niemal na zawołanie jeden przybył. Chłopak miał jasne włosy i jedno oko zielone drugie niebieskie. Uroczy młody i niski chłopak. Słyszałem, że ma na imię William. Ładne imię dla uroczego chłopca. Może go poznam. On mnie zauważył i podszedł. To było dość dziwne, płakał. Choć nie zbyt wiedziałem jak mam zareagować. Podszedłem do niego i podałem chusteczkę.
- Co się stało? - spytałem ostrożnie. Chłopak się spojrzał, ale przez płacz ledwo co słyszałem. Przytuliłem go i pogłaskałem po głowie delikatnie. Jednak po chwili się odsunąłem. Zerknąłem na Williama, lecz się nie odzywałem już.

Tsukiko? William? B))

czwartek, 11 stycznia 2018

Od Tsukiko CD Kanane

Czy to naprawdę jestem ja? Jakoś nie potrafiłam samej siebie rozpoznać. Tak bardzo pragnęłam być z Kanane. Ja to już samej siebie nie rozumiałam. Może było to spowodowane tym, że jeszcze z nikim tak dobrze się nie czułam. Sama nie wiedziałam już co mam myśleć o sobie i o tym wszystkim. Przede wszystkim nie byłam pewna czy odpowiada ktoś taki jak ja Kanane. Och... czy ja muszę zawsze o tylu rzeczach na raz myśleć?! Myślałam przez cały czas gdy podczas tego zadowalałam chłopaka. Miałam nadzieję, że dobrze robię i mu się to podoba. Dzisiejszy dzień miał należeć całkowicie ale to kompletnie całkowicie do nas obu. Inari nie przeszkadzała nam, wreszcie to tylko mój pupil, którego cenię bardzo, nie mniej jednak nie sprawiała, aż tylu problemów.
Byłam wypełniona po brzegi w obu dziurkach. Kanane wciąż mnie pieścił, a ja starałam pieścić się jego. W pewnym momencie daliśmy sobie spokój. Taka krótka chwila na odpoczynek. Przypomniało mi się, że jutro jest festiwal na który chciałam pójść z tym, że zapomniałam o małej drobnostce. Nie kupiłam jeszcze sobie yukaty, a chciałam ją na siebie założyć.
- Kanane wybacz mi, ale całkowicie wypadło mi z głowy. Jutro jest jeden z festiwali Japońskich. Muszę na niego pójść, aby dodać trochę otuchy dzieciakom ze szkoły. Dlatego muszę teraz wyskoczyć na szybkiego po yukate, bo ta ze zeszłego roku to taka nie za bardzo jest. Chciałam dzisiaj być tylko z tobą, ale całkowicie o tym zapomniałam - powiedziałam wszystko na jednym oddechu co oznaczało, że mówiłam szybko i to nawet dość bardzo. Siedząc naprzeciw jego, schyliłam swój wzrok. Byłam zażenowana i to kompletnie. - Przepraszam ciebie - wymamrotałam po krótkiej chwili ciszy.

<Kanane?> Czemu by nie ^^ .... Wybacz za długość, ale jakoś wena mi ucierpiała przez ostatni czas przez szkołę...
       

Obserwatorzy

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics