sobota, 25 listopada 2017

Krótka ankieta

Witajcie!

Przyszykowałyśmy krótką ankietę na temat bloga i chciałybyśmy zebrać jak najwięcej waszego zdania. To nie zajmie wam nawet 5 minut, a nam zrobi wielką przyjemność.

Z podziękowaniami życzymy wam miłego dnia / miłej nocy.

Administracja

piątek, 24 listopada 2017

Od Safir'a CD Deirdre

     Odwrócił wzrok i rozejrzał się jeszcze raz po pokoju, niezauważalnie drgając co kilka sekund w reakcji na zimno. Utrata krwi sprawiła, że miał mętlik w głowie, a ta którą wypił nieświadomie, podarowana przez dziewczynę wydawała się tylko pogarszać sprawę. Wreszcie, oparł czoło o dłoń, której łokieć spoczywał na skrzyżowanych nogach i przymknął oczy, wzdychając.
- Chcę tylko powiedzieć, że nie powinnaś była tego robić - powiedział zmęczonym głosem, dalej nie unosząc twarzy. Teraz był odłamem w rodzinie i był ciągle na muszce, gdyby jego wrogowie dowiedzieli się o takiej wpadce, albo jego rodzice.. zacisnął na chwilę usta.
- Już mówiłam..
- Proszę, pozwól mi kontynuować. Dałaś mi do wypicia swoją krew.. zdajesz sobie sprawę, co zrobiłaś? Nie piję jej odkąd pamiętam, odwróciłem się od tego, a ty to zepsułaś.
Deirdre wydawała się zdezorientowana, jakby nie rozumiała. Nie dziwiło go to, bo przecież jaki demon na własną rękę sprzeciwia się naturze, nie pije krwi, nie uprawia seksu, nie robi nic, czym powinien się zajmować? Był dziwny.
- Ugh, dziękuję, że chociaż się mną zajęłaś - mruknął, wreszcie unosząc wzrok. Ona była nieświadoma, szła za instynktem, była dzika, a on spokojny i wyuczony cierpliwości. Byli jak ying i yang, ale w tym wypadku, kompletnie się nie uzupełniali. - Poczekam na swoje ciuchy i.. w jakiej części jesteśmy?
- To znaczy? - podrapał się po jej pytaniu po szyi i zamyślił. Na pewno nie znała nazw ,,miast".
- Zachód? Daleko od muru, za którym wybrałaś się nad morze?
- Właściwie, to bardziej północ.. - zamrugał i poddał się. Tak nie dowie się, jak daleko jest od domu. Wstał z łóżka, choć niechętnie bo było mu cholernie zimno i podszedł do okna. Po położeniu słońca mógł stwierdzić, że jest bliżej wieczora niż poranka, toteż pozwolił sobie wrócić na miejsce i schować pod nakryciem.
- Wolę nie ryzykować, wrócę rano.. chyba, że znowu coś przeskrobiesz. Drugim razem, nie będę taki miły. To teraz.. powiedz coś o sobie. Kto cie tak zdenerwował?

środa, 22 listopada 2017

Od Noir'a CD Karoliny

Stanąwszy z powrotem na prostych nogach, pochyliłem się do przodu opierając dłonie nad kolanami. Kto by się spodziewał takiego rozwoju sytuacji? Na pewno nie ja. Rozejrzałem się, wokół ani żywej duszy, po białowłosej także brak śladu. Odszedłem na bok, w stronę pustego rzędu ławek. Usiadłem na najbliższej próbując uspokoić nierówny oddech. Urządzenie, którym zostałem tak cudownie potraktowany nie należało do najmocniejszych jednak dodatkowy element zaskoczenia robi swoje. Wyciągnąłem nogi przed siebie jednocześnie odchylając głowę do tyłu i przymykając oczy. Przeczekałem aż przejdą mi mroczki przed oczami i dopiero wtedy ulotniłem się stamtąd. Dotarcie do mieszkania nie przysporzyło mi większych problemów. A resztę dnia, krótko mówiąc, spędziłem obijając się na łóżku. Idealne.


Kolejne dwa dni minęły na nieustannych zmianach i krótkich drzemkach w szpitalu. Dzisiejszy dzień nie różni się za bardzo od poprzednich mówiąc szczerze. Wszedłem powolnym krokiem do 'pokoju wspólnego'. Ktoś spał na kanapie z bluzą narzuconą na twarz, ktoś inny na podłodze, nikt tu nie wybrzydza jak jest zmęczony. Podszedłem do sporego stołu, przy którym siedział Ivan, chłopak mniej więcej w moim wieku, niższy o głowę ode mnie ale równie popierdolony czasami- krótko mówiąc koleś 10/10. Siedział z głową opartą o dłoń. W aktualnej sytuacji, nie mogę zachować się inaczej niż pociągnąć za ową rękę. Uderza głową z hukiem o blat stołu, po czym podnosi się jak oparzony.
-Stary pojebało cie?  mówił z ręką przyłożoną do czoła.
-Może -powiedziałem z zadowoleniem i przysiadłem się.
Po chwili chłopak z powrotem usiadł na swoje miejsce i sięgnął po kubek z jakimś płynem. Upił łyk i skrzywił się.
-Co nie smakuje? -zaśmiałem się.
-No tak nie bardzo -wyraził swoje niezadowolenie kolejnym grymasem.
-Może temu, że to coś stoi tu od ponad 5 dni i nikt nie wie co to jest?
-O, może mnie po tym zemdli i nie będę musiał nigdzie iść -upił kolejnego łyka.
-Gdzie iść? -zapytałem zdziwiony. Jak zwykle o wszystkim dowiaduje się ostatni.
-Na śmierć zapomniałem ci o tym powiedzieć...
Mężczyźnie przerwał zadowolony śmiech osoby wchodzącej do pokoju. Ten niski głos da się z łatwością rozpoznać- Gustav, wysoki niebieskooki blondyn, maskotka naszego oddziału.
-Tu są moje gołąbeczki -podszedł bliżej.- Szukałem was chyba wszędzie. Powiedziałeś już mu? -spojrzałem na obu pytającym wzrokiem. Niższy mężczyzna z zakłopotanym uśmiechem na ustach pomachał jedynie przecząco głową.
-Serio wszystko muszę robić sam.. No nic, słuchaj Noir, idziemy się dzisiaj zabawić -powiedział zadowolony.
-W jakim sensie? -poziom mojej dezorientacji chyba nigdy nie był tak wysoki.
-Każdym. Za 3 dni biorę ślub więc przydałoby się jakoś 'uczcić' ostatnie dni 'wolności' -uśmiech nie schodził z jego twarz.
-Z chęcią, ale nie mam ochoty. Padam na ryj, jak większość.
-Dobra, dobra. Dziewczyny pomogą się wam zrelaksować -machnął ręką i skierował się do wyjścia.- O 20 przed szpitalem -dodał przed wyjściem z pokoju.
-Zachciało się być mniej aspołecznym..-mruknąłem do siebie
-Nadal tu jestem i słyszę to -mruknął niższy.- Czuje się urażony -powiedział z udawanym cierpieniem w głosie.
-O nie, jak mi przykro z tego powodu -podniosłem się. Obaj się zaśmialiśmy- To do 20 -wróciłem do swoich obowiązków.

O zaplanowanej godzinie wszyscy, którzy mieli przyjść, zjawili się na wyznaczonym miejscu. Odpicowani i w ogóle, jedynie chyba ja na kompletnym luzie. Ale cóż, plan jest taki by się pokazać i zwiać przy pierwszej okazji. Pierwszy klub, później następny, aż w końcu zawędrowaliśmy pod jeden z tych budynków, na widok którego wiesz dokładnie co się tam znajduje. Nie miałem najmniejszego pojęcia o tym co nasz pan młody planuje i szczerze mi się to nie podobało. Z lekkim oporem wszedłem za mężczyznami do środka.




<Karolina?  Jak myślisz gdzie panowie poszli?   ( ͡° ͜ʖ ͡° )   Do burdelu? Tam gdzie jest Karo? Bravo, dostaniesz za trafną odpowiedź ciastko>

Thyone Deimos


Upomnienia: 0
Thyone Deimos
W przeszłości zwany TH604B. Na szczęście od wielu lat nikt nie użył tego zwrotu.
"Every act of rebellion expresses a nostalgia for innocence and an appeal to the essence of being." -Albert Camus
Thyone od dziecka borykał się ze swoją wrażliwością i zbyt emocjonalnym podejściem do otaczającego go świata. Bolała go wszelka niesprawiedliwość, kłamstwo. Jego asertywność i upartość tylko podsycała to uczucie rozczarowania i prowadziła do kłótni, płaczu, a nawet rozlewu krwi. Trudno stwierdzić czy z wiekiem nabył trochę ogłady. Śmiem twierdzić, że nie, mimo obojętności na upokarzające sytuacje nikt nie odbierze mu młodzieńczego nieposłuszeństwa oraz chęci zmian. Mały rebeliant, który wciąż roznieca ognisko w sercu Deimosa, może i zbyt pochopnie, może i z przesadą, ale zawsze pcha go do zwycięstwa. Uwielbia prowadzić grupę, brać sprawy w swoje ręce. Nie czeka na innych, ale sam reaguje. Oddałby życie za swoje przekonania. Kocha ciężko pracować na swoje cele, nie potrzebuje poparcia, by wiedzieć, że czyni dobrze. W teorii umysł analityczny nie pozwala mu na nieplanowane decyzje, lecz w praktyce nie do końca tak to wygląda. Thyone ma wiele czasu do spędzania nad rozmyślaniem i analizowaniem swojego życia. Samotne dnie i noce zawsze spędza na rozwiązywaniu urojonych problemów ludzkiego umysłu, ale w pewnych momentach lub sytuacjach krytycznych nagłe decyzje podejmuje bez problemu. Nie jestem pewien czy to naturalnie wrodzony talent, czy jedynie szczęście, ale on zawsze uchodzi z życiem.
Plotki na jego temat z reguły są bardzo sprzeczne. Z jednej strony słyszysz, że twardo stąpa po ziemi, a chwilę później obok, za rogiem: buja w obłokach. Problem tkwi w czarno białym myśleniu społeczeństwa. Widzą tylko skrajności i zapominają, że wszystko się przenika. Stąd wniosek; Thyone kreuje rzeczy, które dla przeciętnych zjadaczy chleba są nierealne, a pracą, wysiłkiem i uporem wciela je w rzeczywistość. 
Odkąd pamięta chciał uchodzić za geniusza, rewolucjonistę, prekursora. Kogoś znaczącego, otwierającego oczy na prawdę, poważanego. Chore ambicje odziedziczył po ojcu. Dlatego też pochwały rujnują jego postęp. Im bardziej czuje się upokorzony i zgnieciony, tym czuje więcej siły, by pokazać światu, jak się mylił.

"In each of these scenarios, I am a different person. I am a different colour, and a different perspective.
Ask me who I am, and my answer will be none of these because somehow I am all of these at once. But I do not know how to describe that.
For every situation I am in, I am a different person. I take on different traits, different ideas, and different styles depending on where I am. I take on different personalities when around different people, but this doesn’t make me fake. I am simply adapting to my surroundings. I am expressing my different levels of comfort in different places."
W ślepcu tkwi silnie zakorzeniona potrzeba zmian. Jest na tyle mocna, że przejawia się na co dzień w tak oczywistych sprawach, jak zmiana koloru włosów, przemeblowanie, przeprowadzka. Gdy ciągle tkwi w jednym i tym samym układzie zaczyna wariować.
Zarówno otwarty, jak i niedostępny dla wszystkich. Rozmowę nawiąże z każdym. Lubi podchodzić indywidualnie do jednostki, dobrze słucha i udziela się w relacjach, ale nie licz, że kiedykolwiek Ci zaufa.Tego nie da się zdobyć. Thyone nie ufa nawet samemu sobie. To, że z kimś przebywasz nie oznacza, że go znasz. Co gorsza im bardziej się zaznajamiasz, tym twoje pokłady zaufania maleją. Dlatego mimo uśmiechów, miłych rozmów trzyma ludzi na dystans. Wieczna czujność męczy, a odpoczynek jest na wagę złota. Chwil by zostać sam na sam ze sobą szuka jak najwięcej. Godziny w odosobnieniu spędza na obnażaniu siebie ze swoich wad, porażek, zwątpień i bezsilności. Nigdy w życiu nie przyznałby się przed kimś do płaczu czy chwili zawahania. Wśród znajomych uchodzi za tego odważnego, pewnego siebie rebelianta, który może postradał zmysły, ale nigdy nie upadł. Szkoda, że nijak ma się to do rzeczywistości.
W każdym razie, jak udało mu się wspiąć tu gdzie jest? W walkach wręcz nigdy dobry nie był. Nie pokonałby nawet zająca, ale skoro nie siła to musi nadrabiać sprytem. Genialny taktyk. Od najmłodszych lat tworzył mapy laboratoriów, co z czasem przyniosło zdumiewające efekty. Nigdy nie ograniczał się do "legalnych" ścieżek. Wyznaczał swoje, przemieszczając się wentylacjami, niedostępnymi pomieszczeniami, których na standardowych mapach nie sposób znaleźć. Uwielbiał przeszkadzać innym w pracy swoimi niewinnymi zabawami. Podmieniał wyniki badań, szperał w genach. Kto by przypuszczał, że w przyszłości tak mu się to przyda.

"We are just waves in time and space, changing continuously, and the illusion of individuality is produced through the concatenation of the rapidly succeeding phases of existence." -Nikola Tesla
Zabawy jego ojca z przeszłości obdarzyły go jakże niesamowitymi umiejętnościami.
Częstymi krwotokami - z pewnością borykał się z nadmiarem krwi.
Coś na wzór osteoporozy, gdyż jego ciało nie było wystarczająco łamliwe.
Wszelakie problemy z sercem, na wszelki wypadek, gdyby chciał żyć dłużej.
Ślepotą, by nigdy więcej nie musiał spojrzeć mu prosto w twarz.
Defekty powstały w wyniku połączenia chorych ambicji i spaczonego umysłu szaleńca Aarona Staffordshire'a. Nie był rodzicem idealnym, ale kto jest? Matka nie siliła się na ingerowanie w ich sprawy. Miała swoje życie. Szkoda tylko, że tak piękne, bursztynowe oczy nie zaznały spokoju od tylu lat. Wiecznie podkrążone i zmęczone, okalane wszelkimi odcieniami fioletu, zieleni i purpury. Często przekrwione, tworzą kontrasty z jego bladą, jak ściana cerą. Podobnie czubek zadartego nosa, non stop podrażnionego brudnobiałym proszkiem, skalanego głęboką szramą. Zarumienione policzki, popękane usta i wiecznie potargane, blado różowe loki, oblepiające spocone czoło chłopaka to tylko dodatek do grobowego wyglądu. Cieniutka, pół transparentna skóra okrywa kruchy szkielet chłopca. Zawsze posiniaczona, pełna zadrapań, strupów i świeżych ran. Wzrostem także nie grzeszy. 173 centymetry nie przyciągają szczególnej uwagi. Sam nie jest pewien czy zawsze przypominał ledwo żywego, sponiewieranego przez życie nieudacznika, czy też zwyczajnie z wiekiem stracił ten młodzieńczy blask. I mimo, że wciąż wygląda na skończonego gówniarza ma na karku już 32 lata.
Trzydzieści dwa lata stąpania po tym podłym świecie.
Trzydzieści dwa lata walki przeciwko systemowi.
Trzydzieści dwa lata walki przeciwko biernemu społeczeństwu.
Trzydzieści dwa lata walki przeciwko samemu sobie.

"Knowing the truth, which is that nothing matters, can actually save you. Once you get through that terrifying threshold of accepting that, then every place is the centre of the universe." -Dan Harmon
Chodziły słuchy, że kiedyś próbował się ustatkować. Chciał nawet zacząć zarabiać na życie. Ale tylko podobno. Odsiadki uświadomiły mu, że porządny zarobek nie jest dla niego. Woli tułać się i tworzyć. Cenzurę przeklina głównie w pracach malarskich, choć zdarza się i poezja.
Podobno tytułem hobby określa się czynności wykonywane poza pracą. Biorąc pod uwagę, że Thyone jako takiej profesji nie posiada utrudnia całą sprawę. Ciężko nazwać upijanie się do nieprzytomności, bądź szukanie nowych wrażeń pod wpływem wszelakich substancji zajęciem w wolnych chwilach.
Tak, ma sporo problemów z używkami. Głównie dlatego, że trudno mu je dostać. Bycie biednym ćpunem to wyzwanie. Chłopak potrafi zrobić wiele by zdobyć swój cel, ale nigdy nie poprosi o pomoc rodziców. Woli sprzedać swoje ciało lub kraść(choć niespecjalnie to popiera), niż płaszczyć się przed swoim największym wrogiem. Nie zapominajmy jednak, że świat się nie kończy na narkotykach. W jego kanon wpisuję się także alkohol w każdej postaci, papierosy i hektolitry kawy. Zabawne, jak jeszcze kilkanaście lat temu uważał tytoń za nonsens bez efektów, a kawę za niedobrą.

"Everytime you sleep, you die. Someone else wakes up in your body thinking they are you. You are alone in your mind, the
world around you is your lie. Soon you will be nothing, you will never again hear sounds, never again see colors, never again be anyone."
Serce tak gorące, a chowa się wśród gorzkich myśli. Nie dopuszcza do siebie nikogo. Miłość to dokarmianie swego ego drugą osobą. Zaspokajanie swojej potrzeby kochania, wyzwalanie swojej opiekuńczości, szukanie na siłę sensu życia. Nie sugeruję, że chłopak nie jest egoistą, lecz zdaje sobie sprawy, że miłość to ograniczenia. Nie potrzebuje kolejnych zmartwień, nie potrzebuje narażać innych, nie potrzebuje marnować czasu, nie chce łamać obietnic. W pierwszej kolejności chciałby pokochać siebie, dlatego tłumi w zarodku wszelkie uczucia i miażdży je na tysiące kawałków, by nie mogło powrócić do swej pierwotnej postaci.


Na przekór wszystkiemu jest jedna osoba, stwór, bez którego Thyone nie wyobraża sobie egzystencji. Może to lepiej, ponieważ pozbyć się go trudno. Albowiem Pan pochodzi z imaginacji mężczyzny. Stanowił jego jedynego przyjaciela, gdy miał zaledwie 6 lat. Poniekąd jest kolejnym defektem eksperymentów Aarona, lecz Thyone tak nie uważa.
Wnioskując, Pan ma już 26 lat, jednak jego materialne ciało ujawniło się dopiero dwie dekady temu. Ciężko sklasyfikować go jako człowieka czy zwierzę. Jest czymś pomiędzy - nic dziwnego, w końcu wyszedł z głowy Thyone'a. Mierząca prawie dwa metry kreacja to jakby sobowtór jego właściciela. Z początku przynależał całkowicie do Deimosa, był czymś w rodzaju wymyślonego przyjaciela, niedostrzegalnego dla innych, lecz z czasem twór ten zdobył świadomość. Choć stał się odrębną jednostką nadal czuje ogromne przywiązanie do swego stworzyciela.
Smolista, rozciągnięta postura, o potężnych, rozłożystych skrzydłach, ptasich szponach i czarnych ślepiach nie sprawia wrażenia przyjaznej. Jednak wygląd potrafi być mylący i tak w tym przypadku Pan to pacyfista. Nie je, nie śpi, nie odczuwa ludzkich potrzeb, tak więc i nie wyraża chęci mordu. Fakt faktem zdarza się mu samym swoim wyglądem odstraszać przeciwników Thyone'a, ale to nic złego.
Śmierć dla niego jest dość zagadkowym stwierdzeniem. Wiele razy próbowano go zgładzić, ale za każdym razem z niepowodzeniem, niestety nieśmiertelnym bym go nie nazwał. Pan jest zawiłym tworem, żyjącym na pograniczu jawy i snu, załamaniem nauki, uosobieniem mędrca, świadomością we własnej osobie, nurtem myśli i zlepkiem niedomówień. Korzysta z naszego świata tylko, gdy on bądź Thyone tego zapragnie.

-Właściciel: xokittyx@gmail.com | Pasztecik (hw)

wtorek, 21 listopada 2017

Od Deirdre CD Noir'a

Po tym wszystkim byłam w apartamencie, szukając dalszych zleceń. Tak właśnie na jednym się nie skończą, są jeszcze dwa. Bardziej skomplikowane i trzeba więcej znaleźć. To się chłopak zdziwi jak dam mu jeszcze dwa zlecenia do tego. Jedno jest nieprzyzwoite i to bardzo, a ostatnie to nawet nie wiem jak ubrać je w słowa. Czekałam na kuriera, gdyż no miałam nadzieję, że zabierze te fanty do kogoś specjalnego.

Zapytał, wszedł, zamknęłam drzwi. Rzucił plecak, teczkę i worki. Po chwili dodał. - To wszystko. Podniosłam worki i sprawdziłam, czy wszystko się zgadza i rzeczywiście tak było.
- Chcesz może coś do picia? Tutaj masz jakąś whisky, wino, piwo, wódkę, bądź też inny napój. Bierz, które chcesz. Usiąść sobie, zaraz pogadamy. - powiedziałam i zajęłam się czytaniem teczki.
Po godzinie zadzwonił telefon, odebrałam go i chwilę pogadałam. Tak był to kurier. Teczkę wraz z torbami włożyłam do większej torby, gdzie były wszystkie dane na temat tego zlecenia. Była też kartka ode mnie, aby podnieść cenę. Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, wzięłam torbę i poszłam ją dać. Tym samym ja dostałam kolejne dwie torby. Tak to są dwa kolejne zadania. Zamknęłam drzwi i zaniosłam czerwoną torbę do gabinetu, a ta zielona wzięłam i podeszłam do chłopaka.
- To kiedy zapłacisz? - spytał.
- Wszystko po kolei. Teraz uważnie słuchaj do tego zlecenia co wykonałeś powiem, że naprawdę perfekcyjnie. Są jeszcze dwa. Spokojnie po ostatnim, powiesz mi, jak chcesz czy gotówkę, czy też przelew. Teraz co do zlecenia. - przerwałam i napiłam się wody. Otworzyłam torbę i wyjęłam masę dokumentów, dokładniej było to wszystko na temat zlecenia. Plus jakieś ciuchy, dowód i fałszywa tożsamość. Jakieś zdjęcia, zdrady, plus dziwnych zabaw. Podałam mu wszystko i zaczęłam mówić. - Dobra to tak jest nie jaka Sofia Works, jest wysoko ekskluzywna prostytutka. Jakiś miesiąc temu zniknęła, znaleziono ja martwa tydzień temu. Z tego, co wnioskuję policja to jej siostra, która była torturowana, a potem zgwałcona i to bardzo brutalnie, następnie zabita w bardzo okrutny sposób. Po tym zdarzeniu Sofia wróciła do pracy, lecz jako tancerka w klubie "Marcoss Delta III". Jako z nielicznych tancerek ma też inna dodatkową robotę. Powiem tak, daje dupy za informację. Wie naprawdę dużo. Tu właśnie ty wchodzisz, musisz z niej wycisnąć wszystko, co wie, wszystkie informacje. Jest tam jeszcze jedna, która też wie sporo np. na ten temat jak zginęła kuzynka Sofii. Natomiast ona nazywa się Natasha, mówią do niej Nat albo Marcheweczka. Jest blondyna z niebieskimi pasemkami. Hmm co tu jeszcze mam powiedzieć. - powiedziałam i przeglądałam papiery dalej. Podawałam mu wszystko. Wstałam i pokazałam mu ubrania - To teraz tak masz tu garnitur, na jedno z ekskluzywnych wydarzeń w klubie. Takie same są prostytutki, teraz tak jesteś Christopher Greyson. Milioner, dalej to już umiesz sam czytać. Jeśli będziesz się wybierać, na to przyjęcie, wyślij mi wiadomość pod ten numer. - pokazałam mu numer telefonu tuż pod jego nową tożsamością.

Odetchnęłam i podałam mu torbę z pieniędzmi, było ich naprawdę dużo. Koło dwóch milionów. W sumie jak mi napisze też przyjdę, bo też muszę być. Dobra muszę mu powiedzieć.
- Zanim się odezwiesz. Masz do mnie napisać, gdyż jestem twoją siostrą bliźniaczka Octavia Greyson. Tu masz nasza historie. Plus parę dodatków. Jeszcze jedno lubisz przebierać w kobietach, jak i mężczyznach. Czasem będziesz musiał kogoś zaliczyć albo ktoś ciebie. Chyba tyle na teraz. - powiedziałam i podołam mu wszystko, aby się z tym zapoznał.

Wstałam i poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. Nie chciało mi się jakoś kombinować, więc zrobiłam tosty. Wręczyłam mu je i siadłam na fotelu. Wyciągnęłam z boku laptopa i położyłam na wysuwany stolik z fotelu. Mogłam jeść i sprawdzać wszystko. - Teraz możesz zadawać wszelkie pytania, czy też cokolwiek chcesz. - powiedziałam.
Czekając, aż on coś powie.

Noir?

poniedziałek, 20 listopada 2017

Od Deirdre CD Safira

- Lubie to miejsce. Tu nic nie jest sztuczne. Możesz znaleźć odpowiedzi, możesz tu zrobić wszystko. - powiedziałam. - Możesz też wejść do wody i sprawdzić, czy może tam znajdziesz jakąś odpowiedź, jeśli tu jej nie ma. - dopowiedziałam.
Patrzyłam się na niego, zastanawiając się nad czymś. To było nic konkretnego, ale martwiło mnie, że są rzeczy, których nie doświadczy. Choć czemu miałoby mnie to martwić? Takie miejsce taką chwilą, pewnie, gdybym gdzieś indziej go spotkała, to byłby mi zupełnie obojętny. Gdybym teraz wróciła do domu, czekaliby albo też nie. To różnie bywa, mają własną wolę, tyle że z nimi mieszkam. Mogę też się wybrać do jednego z apartamentów, mogę też gdzieś indziej się wybrać. Konkretnego miejsca nie mam. Jest też możliwość zostania tutaj. Mój telefon nagle zadzwonił. Odeszłam kawałek i odebrałam. Jakież to dziwne, jakaś kobieta dzwoniła, podawała się za osobnika, który zna dane na pewien temat. Już masa ludzi dzwoniła i nic konkretnego nie mieli, chcieli tylko jednego. Nie mówię tu o sprawach łóżkowych. Chcieli kasy, za fałszywe informacje. O diable jak w tych czasach trudno, żeby coś zdobyć. Miałam dość już, rozłączyłam się bez powodu. Miałam chęć zmasakrować komuś głowę. Ile można, szlag mnie trafi. Przez to wszystko Safir, był tylko przypadkowa osoba do tego, co nadchodziło. Może kiedyś wybaczy albo też mogę zniknąć.

Podeszłam do niego, chwyciłam za szyję i wbiłam kły demona. Zaczęłam pić krew najpierw wolno, ale z każdą kroplą coraz zachłanniej. Nie chciałam dużo, ale to mnie uspokajało. Jego krew była dziwnie znajoma. Jakby też był demonem. Mnie to nie przeszkadza, każda krew mi smakuje. Coś mówił, próbował się wyrywać, ale nie pozwoliłam. Piłam tak łapczywie, jakbym nie mogła przestać. On chyba powoli tracił świadomość, ale mnie to nie obchodziło, chciałam więcej. Taki pyszny, mój język lizał jego szyję, smakowałam go.
Po kilku minutach albo kwadransie czy też po pół godziny przestałam. Zbliżałam ostatnie krople. Dopiero teraz zrozumiałam, że on jest taki jak ja. Mimo to, iż mógł mnie odepchnąć, nie zrobił tego. Pozwolił mi pić.. Chyba stracił przytomność, choć nie wiem tego.
***
Przyniesienie go do apartamentu było najlepsza opcja. Rozebrałam go, zostawiłam tylko bokserki. Oblizałam wargi i patrzyłam na jego ciało. Chciałam tylko móc teraz coś zrobić i byłoby dobrze. Przecież zrobiłam wystarczająco. Zostawiłam go i poszłam, po chwili zastanowienia wróciłam. Nadgryzłam nadgarstek i przyłożyłam do jego warg, aby się napił. Mam inną krew, ale to dzięki temu, iż jestem mieszańcem. Krew kosmitów tak jakoś regeneruje czy coś.. Mama mi o tym opowiadała kiedyś tam, będzie trzeba sobie to przypomnieć. Gdy trochę wypił, poszłam coś zjeść. Przyniosłam też dla niego kanapki i herbatę, położyłam na stoliczku obok łóżka. Poszłam wziąć prysznic i ubrałam dużo za dużą koszulkę oraz dolna część bielizny. Wróciłam do pokoju. Wzięłam koc, jedna z książek, laptop i siadłam na fotelu. Przykryłam się kocem, włączyłam laptopa i zaczęłam czytać książkę.
Akurat już ją kończyłam i miałam opisać wrażenia po niej związane. Powinien się zaraz obudzić, może trochę za dużo wypiłam. Mimo to moja krew uzupełniła braki. Jej kolor wciąż mnie zaskakiwał.

Pisząc na laptopie, gdy już w sumie kończyłam i miałam kliknąć przycisk wyślij, chłopak się obudził. Kliknąłem i odłożyłam na stolik obok fotela laptopa.
- Gdzie jestem? Kim ty jesteś? Co się stało? - dopytywał. Dotykał dłonią szyi, gdzie wcześniej go ugryzłam żadnego śladu. Dotknął po chwili ust i zobaczył dziwny kolor.
- To moja krew. Tak wiem, ma specyficzny kolor. - powiedziałam spokojnie, siedząc na swoim miejscu.
- Rozebrałaś mnie? Co zrobiłaś? Kim jesteś? - serio kolejne pytania.
- Zaraz ci odpowiem, ale najpierw coś zjedz. Spokojnie nabierzesz sił, nie otruje cię. - zachęciłam go.
Kiwnął delikatnie głową. Gdy zaczął jeść, odetchnęłam głośno i zaczęłam wyjaśniać.
- To tak jesteś w moim apartamencie. Jestem Deirdre, no miałam drobny problem ze złością. Ty byłeś przypadkową ofiarą i no wypiłam twoja krew. Tak wiem, nie powinnam i p-pr-przepraszam za to. - odetchnęłam poirytowana. Kontynuując. - Tak rozebrałam cię, gdyż miałeś parę kropelek mojej krwi, na ubraniach. Jutro już będą suche. Jeśli chcesz, mogę Ci dać inne i sobie pójdziesz gdzieś.. Jeśli chcesz, możesz zostać spokojnie nie zaatakuje cię już. Chyba tyle. Właśnie jesteś demonem czystej krwi? - spytałam przekrzywiając głowę.
Nie będę, mówić kim ja jestem, bo tak jest lepiej. Krew mogę mieć inna za sprawą różnych warunków... Nie istotne kim jestem, niech myśli co chce.
- Dobrze, to jeśli chcesz, możemy jutro pogadać czy coś. Pójdę do pokoju obok. - Wstałam i wzięłam koc w rękę oraz laptop. Miałam wychodzić już z pokoju, ale mnie zawołał.
- Dei. Zostań, chce porozmawiać. - zwrócił się do mnie sympatycznie.
Spojrzałam na niego, a on ruchem dłoni mnie zaprosił, abym podeszła. Usiadłam na łóżku i okryłam się kocem, laptop wyłączyłam i odłożyłam na komodę. Czekając, aż chłopak coś powie.

Safir?

Obserwatorzy

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics