sobota, 25 listopada 2017

Krótka ankieta

Witajcie!

Przyszykowałyśmy krótką ankietę na temat bloga i chciałybyśmy zebrać jak najwięcej waszego zdania. To nie zajmie wam nawet 5 minut, a nam zrobi wielką przyjemność.

Z podziękowaniami życzymy wam miłego dnia / miłej nocy.

Administracja

piątek, 24 listopada 2017

Od Safir'a CD Deirdre

     Odwrócił wzrok i rozejrzał się jeszcze raz po pokoju, niezauważalnie drgając co kilka sekund w reakcji na zimno. Utrata krwi sprawiła, że miał mętlik w głowie, a ta którą wypił nieświadomie, podarowana przez dziewczynę wydawała się tylko pogarszać sprawę. Wreszcie, oparł czoło o dłoń, której łokieć spoczywał na skrzyżowanych nogach i przymknął oczy, wzdychając.
- Chcę tylko powiedzieć, że nie powinnaś była tego robić - powiedział zmęczonym głosem, dalej nie unosząc twarzy. Teraz był odłamem w rodzinie i był ciągle na muszce, gdyby jego wrogowie dowiedzieli się o takiej wpadce, albo jego rodzice.. zacisnął na chwilę usta.
- Już mówiłam..
- Proszę, pozwól mi kontynuować. Dałaś mi do wypicia swoją krew.. zdajesz sobie sprawę, co zrobiłaś? Nie piję jej odkąd pamiętam, odwróciłem się od tego, a ty to zepsułaś.
Deirdre wydawała się zdezorientowana, jakby nie rozumiała. Nie dziwiło go to, bo przecież jaki demon na własną rękę sprzeciwia się naturze, nie pije krwi, nie uprawia seksu, nie robi nic, czym powinien się zajmować? Był dziwny.
- Ugh, dziękuję, że chociaż się mną zajęłaś - mruknął, wreszcie unosząc wzrok. Ona była nieświadoma, szła za instynktem, była dzika, a on spokojny i wyuczony cierpliwości. Byli jak ying i yang, ale w tym wypadku, kompletnie się nie uzupełniali. - Poczekam na swoje ciuchy i.. w jakiej części jesteśmy?
- To znaczy? - podrapał się po jej pytaniu po szyi i zamyślił. Na pewno nie znała nazw ,,miast".
- Zachód? Daleko od muru, za którym wybrałaś się nad morze?
- Właściwie, to bardziej północ.. - zamrugał i poddał się. Tak nie dowie się, jak daleko jest od domu. Wstał z łóżka, choć niechętnie bo było mu cholernie zimno i podszedł do okna. Po położeniu słońca mógł stwierdzić, że jest bliżej wieczora niż poranka, toteż pozwolił sobie wrócić na miejsce i schować pod nakryciem.
- Wolę nie ryzykować, wrócę rano.. chyba, że znowu coś przeskrobiesz. Drugim razem, nie będę taki miły. To teraz.. powiedz coś o sobie. Kto cie tak zdenerwował?

środa, 22 listopada 2017

Od Noir'a CD Karoliny

Stanąwszy z powrotem na prostych nogach, pochyliłem się do przodu opierając dłonie nad kolanami. Kto by się spodziewał takiego rozwoju sytuacji? Na pewno nie ja. Rozejrzałem się, wokół ani żywej duszy, po białowłosej także brak śladu. Odszedłem na bok, w stronę pustego rzędu ławek. Usiadłem na najbliższej próbując uspokoić nierówny oddech. Urządzenie, którym zostałem tak cudownie potraktowany nie należało do najmocniejszych jednak dodatkowy element zaskoczenia robi swoje. Wyciągnąłem nogi przed siebie jednocześnie odchylając głowę do tyłu i przymykając oczy. Przeczekałem aż przejdą mi mroczki przed oczami i dopiero wtedy ulotniłem się stamtąd. Dotarcie do mieszkania nie przysporzyło mi większych problemów. A resztę dnia, krótko mówiąc, spędziłem obijając się na łóżku. Idealne.


Kolejne dwa dni minęły na nieustannych zmianach i krótkich drzemkach w szpitalu. Dzisiejszy dzień nie różni się za bardzo od poprzednich mówiąc szczerze. Wszedłem powolnym krokiem do 'pokoju wspólnego'. Ktoś spał na kanapie z bluzą narzuconą na twarz, ktoś inny na podłodze, nikt tu nie wybrzydza jak jest zmęczony. Podszedłem do sporego stołu, przy którym siedział Ivan, chłopak mniej więcej w moim wieku, niższy o głowę ode mnie ale równie popierdolony czasami- krótko mówiąc koleś 10/10. Siedział z głową opartą o dłoń. W aktualnej sytuacji, nie mogę zachować się inaczej niż pociągnąć za ową rękę. Uderza głową z hukiem o blat stołu, po czym podnosi się jak oparzony.
-Stary pojebało cie?  mówił z ręką przyłożoną do czoła.
-Może -powiedziałem z zadowoleniem i przysiadłem się.
Po chwili chłopak z powrotem usiadł na swoje miejsce i sięgnął po kubek z jakimś płynem. Upił łyk i skrzywił się.
-Co nie smakuje? -zaśmiałem się.
-No tak nie bardzo -wyraził swoje niezadowolenie kolejnym grymasem.
-Może temu, że to coś stoi tu od ponad 5 dni i nikt nie wie co to jest?
-O, może mnie po tym zemdli i nie będę musiał nigdzie iść -upił kolejnego łyka.
-Gdzie iść? -zapytałem zdziwiony. Jak zwykle o wszystkim dowiaduje się ostatni.
-Na śmierć zapomniałem ci o tym powiedzieć...
Mężczyźnie przerwał zadowolony śmiech osoby wchodzącej do pokoju. Ten niski głos da się z łatwością rozpoznać- Gustav, wysoki niebieskooki blondyn, maskotka naszego oddziału.
-Tu są moje gołąbeczki -podszedł bliżej.- Szukałem was chyba wszędzie. Powiedziałeś już mu? -spojrzałem na obu pytającym wzrokiem. Niższy mężczyzna z zakłopotanym uśmiechem na ustach pomachał jedynie przecząco głową.
-Serio wszystko muszę robić sam.. No nic, słuchaj Noir, idziemy się dzisiaj zabawić -powiedział zadowolony.
-W jakim sensie? -poziom mojej dezorientacji chyba nigdy nie był tak wysoki.
-Każdym. Za 3 dni biorę ślub więc przydałoby się jakoś 'uczcić' ostatnie dni 'wolności' -uśmiech nie schodził z jego twarz.
-Z chęcią, ale nie mam ochoty. Padam na ryj, jak większość.
-Dobra, dobra. Dziewczyny pomogą się wam zrelaksować -machnął ręką i skierował się do wyjścia.- O 20 przed szpitalem -dodał przed wyjściem z pokoju.
-Zachciało się być mniej aspołecznym..-mruknąłem do siebie
-Nadal tu jestem i słyszę to -mruknął niższy.- Czuje się urażony -powiedział z udawanym cierpieniem w głosie.
-O nie, jak mi przykro z tego powodu -podniosłem się. Obaj się zaśmialiśmy- To do 20 -wróciłem do swoich obowiązków.

O zaplanowanej godzinie wszyscy, którzy mieli przyjść, zjawili się na wyznaczonym miejscu. Odpicowani i w ogóle, jedynie chyba ja na kompletnym luzie. Ale cóż, plan jest taki by się pokazać i zwiać przy pierwszej okazji. Pierwszy klub, później następny, aż w końcu zawędrowaliśmy pod jeden z tych budynków, na widok którego wiesz dokładnie co się tam znajduje. Nie miałem najmniejszego pojęcia o tym co nasz pan młody planuje i szczerze mi się to nie podobało. Z lekkim oporem wszedłem za mężczyznami do środka.




<Karolina?  Jak myślisz gdzie panowie poszli?   ( ͡° ͜ʖ ͡° )   Do burdelu? Tam gdzie jest Karo? Bravo, dostaniesz za trafną odpowiedź ciastko>

Thyone Deimos


Upomnienia: 0
Thyone Deimos
W przeszłości zwany TH604B. Na szczęście od wielu lat nikt nie użył tego zwrotu.
"Every act of rebellion expresses a nostalgia for innocence and an appeal to the essence of being." -Albert Camus
Thyone od dziecka borykał się ze swoją wrażliwością i zbyt emocjonalnym podejściem do otaczającego go świata. Bolała go wszelka niesprawiedliwość, kłamstwo. Jego asertywność i upartość tylko podsycała to uczucie rozczarowania i prowadziła do kłótni, płaczu, a nawet rozlewu krwi. Trudno stwierdzić czy z wiekiem nabył trochę ogłady. Śmiem twierdzić, że nie, mimo obojętności na upokarzające sytuacje nikt nie odbierze mu młodzieńczego nieposłuszeństwa oraz chęci zmian. Mały rebeliant, który wciąż roznieca ognisko w sercu Deimosa, może i zbyt pochopnie, może i z przesadą, ale zawsze pcha go do zwycięstwa. Uwielbia prowadzić grupę, brać sprawy w swoje ręce. Nie czeka na innych, ale sam reaguje. Oddałby życie za swoje przekonania. Kocha ciężko pracować na swoje cele, nie potrzebuje poparcia, by wiedzieć, że czyni dobrze. W teorii umysł analityczny nie pozwala mu na nieplanowane decyzje, lecz w praktyce nie do końca tak to wygląda. Thyone ma wiele czasu do spędzania nad rozmyślaniem i analizowaniem swojego życia. Samotne dnie i noce zawsze spędza na rozwiązywaniu urojonych problemów ludzkiego umysłu, ale w pewnych momentach lub sytuacjach krytycznych nagłe decyzje podejmuje bez problemu. Nie jestem pewien czy to naturalnie wrodzony talent, czy jedynie szczęście, ale on zawsze uchodzi z życiem.
Plotki na jego temat z reguły są bardzo sprzeczne. Z jednej strony słyszysz, że twardo stąpa po ziemi, a chwilę później obok, za rogiem: buja w obłokach. Problem tkwi w czarno białym myśleniu społeczeństwa. Widzą tylko skrajności i zapominają, że wszystko się przenika. Stąd wniosek; Thyone kreuje rzeczy, które dla przeciętnych zjadaczy chleba są nierealne, a pracą, wysiłkiem i uporem wciela je w rzeczywistość. 
Odkąd pamięta chciał uchodzić za geniusza, rewolucjonistę, prekursora. Kogoś znaczącego, otwierającego oczy na prawdę, poważanego. Chore ambicje odziedziczył po ojcu. Dlatego też pochwały rujnują jego postęp. Im bardziej czuje się upokorzony i zgnieciony, tym czuje więcej siły, by pokazać światu, jak się mylił.

"In each of these scenarios, I am a different person. I am a different colour, and a different perspective.
Ask me who I am, and my answer will be none of these because somehow I am all of these at once. But I do not know how to describe that.
For every situation I am in, I am a different person. I take on different traits, different ideas, and different styles depending on where I am. I take on different personalities when around different people, but this doesn’t make me fake. I am simply adapting to my surroundings. I am expressing my different levels of comfort in different places."
W ślepcu tkwi silnie zakorzeniona potrzeba zmian. Jest na tyle mocna, że przejawia się na co dzień w tak oczywistych sprawach, jak zmiana koloru włosów, przemeblowanie, przeprowadzka. Gdy ciągle tkwi w jednym i tym samym układzie zaczyna wariować.
Zarówno otwarty, jak i niedostępny dla wszystkich. Rozmowę nawiąże z każdym. Lubi podchodzić indywidualnie do jednostki, dobrze słucha i udziela się w relacjach, ale nie licz, że kiedykolwiek Ci zaufa.Tego nie da się zdobyć. Thyone nie ufa nawet samemu sobie. To, że z kimś przebywasz nie oznacza, że go znasz. Co gorsza im bardziej się zaznajamiasz, tym twoje pokłady zaufania maleją. Dlatego mimo uśmiechów, miłych rozmów trzyma ludzi na dystans. Wieczna czujność męczy, a odpoczynek jest na wagę złota. Chwil by zostać sam na sam ze sobą szuka jak najwięcej. Godziny w odosobnieniu spędza na obnażaniu siebie ze swoich wad, porażek, zwątpień i bezsilności. Nigdy w życiu nie przyznałby się przed kimś do płaczu czy chwili zawahania. Wśród znajomych uchodzi za tego odważnego, pewnego siebie rebelianta, który może postradał zmysły, ale nigdy nie upadł. Szkoda, że nijak ma się to do rzeczywistości.
W każdym razie, jak udało mu się wspiąć tu gdzie jest? W walkach wręcz nigdy dobry nie był. Nie pokonałby nawet zająca, ale skoro nie siła to musi nadrabiać sprytem. Genialny taktyk. Od najmłodszych lat tworzył mapy laboratoriów, co z czasem przyniosło zdumiewające efekty. Nigdy nie ograniczał się do "legalnych" ścieżek. Wyznaczał swoje, przemieszczając się wentylacjami, niedostępnymi pomieszczeniami, których na standardowych mapach nie sposób znaleźć. Uwielbiał przeszkadzać innym w pracy swoimi niewinnymi zabawami. Podmieniał wyniki badań, szperał w genach. Kto by przypuszczał, że w przyszłości tak mu się to przyda.

"We are just waves in time and space, changing continuously, and the illusion of individuality is produced through the concatenation of the rapidly succeeding phases of existence." -Nikola Tesla
Zabawy jego ojca z przeszłości obdarzyły go jakże niesamowitymi umiejętnościami.
Częstymi krwotokami - z pewnością borykał się z nadmiarem krwi.
Coś na wzór osteoporozy, gdyż jego ciało nie było wystarczająco łamliwe.
Wszelakie problemy z sercem, na wszelki wypadek, gdyby chciał żyć dłużej.
Ślepotą, by nigdy więcej nie musiał spojrzeć mu prosto w twarz.
Defekty powstały w wyniku połączenia chorych ambicji i spaczonego umysłu szaleńca Aarona Staffordshire'a. Nie był rodzicem idealnym, ale kto jest? Matka nie siliła się na ingerowanie w ich sprawy. Miała swoje życie. Szkoda tylko, że tak piękne, bursztynowe oczy nie zaznały spokoju od tylu lat. Wiecznie podkrążone i zmęczone, okalane wszelkimi odcieniami fioletu, zieleni i purpury. Często przekrwione, tworzą kontrasty z jego bladą, jak ściana cerą. Podobnie czubek zadartego nosa, non stop podrażnionego brudnobiałym proszkiem, skalanego głęboką szramą. Zarumienione policzki, popękane usta i wiecznie potargane, blado różowe loki, oblepiające spocone czoło chłopaka to tylko dodatek do grobowego wyglądu. Cieniutka, pół transparentna skóra okrywa kruchy szkielet chłopca. Zawsze posiniaczona, pełna zadrapań, strupów i świeżych ran. Wzrostem także nie grzeszy. 173 centymetry nie przyciągają szczególnej uwagi. Sam nie jest pewien czy zawsze przypominał ledwo żywego, sponiewieranego przez życie nieudacznika, czy też zwyczajnie z wiekiem stracił ten młodzieńczy blask. I mimo, że wciąż wygląda na skończonego gówniarza ma na karku już 32 lata.
Trzydzieści dwa lata stąpania po tym podłym świecie.
Trzydzieści dwa lata walki przeciwko systemowi.
Trzydzieści dwa lata walki przeciwko biernemu społeczeństwu.
Trzydzieści dwa lata walki przeciwko samemu sobie.

"Knowing the truth, which is that nothing matters, can actually save you. Once you get through that terrifying threshold of accepting that, then every place is the centre of the universe." -Dan Harmon
Chodziły słuchy, że kiedyś próbował się ustatkować. Chciał nawet zacząć zarabiać na życie. Ale tylko podobno. Odsiadki uświadomiły mu, że porządny zarobek nie jest dla niego. Woli tułać się i tworzyć. Cenzurę przeklina głównie w pracach malarskich, choć zdarza się i poezja.
Podobno tytułem hobby określa się czynności wykonywane poza pracą. Biorąc pod uwagę, że Thyone jako takiej profesji nie posiada utrudnia całą sprawę. Ciężko nazwać upijanie się do nieprzytomności, bądź szukanie nowych wrażeń pod wpływem wszelakich substancji zajęciem w wolnych chwilach.
Tak, ma sporo problemów z używkami. Głównie dlatego, że trudno mu je dostać. Bycie biednym ćpunem to wyzwanie. Chłopak potrafi zrobić wiele by zdobyć swój cel, ale nigdy nie poprosi o pomoc rodziców. Woli sprzedać swoje ciało lub kraść(choć niespecjalnie to popiera), niż płaszczyć się przed swoim największym wrogiem. Nie zapominajmy jednak, że świat się nie kończy na narkotykach. W jego kanon wpisuję się także alkohol w każdej postaci, papierosy i hektolitry kawy. Zabawne, jak jeszcze kilkanaście lat temu uważał tytoń za nonsens bez efektów, a kawę za niedobrą.

"Everytime you sleep, you die. Someone else wakes up in your body thinking they are you. You are alone in your mind, the
world around you is your lie. Soon you will be nothing, you will never again hear sounds, never again see colors, never again be anyone."
Serce tak gorące, a chowa się wśród gorzkich myśli. Nie dopuszcza do siebie nikogo. Miłość to dokarmianie swego ego drugą osobą. Zaspokajanie swojej potrzeby kochania, wyzwalanie swojej opiekuńczości, szukanie na siłę sensu życia. Nie sugeruję, że chłopak nie jest egoistą, lecz zdaje sobie sprawy, że miłość to ograniczenia. Nie potrzebuje kolejnych zmartwień, nie potrzebuje narażać innych, nie potrzebuje marnować czasu, nie chce łamać obietnic. W pierwszej kolejności chciałby pokochać siebie, dlatego tłumi w zarodku wszelkie uczucia i miażdży je na tysiące kawałków, by nie mogło powrócić do swej pierwotnej postaci.


Na przekór wszystkiemu jest jedna osoba, stwór, bez którego Thyone nie wyobraża sobie egzystencji. Może to lepiej, ponieważ pozbyć się go trudno. Albowiem Pan pochodzi z imaginacji mężczyzny. Stanowił jego jedynego przyjaciela, gdy miał zaledwie 6 lat. Poniekąd jest kolejnym defektem eksperymentów Aarona, lecz Thyone tak nie uważa.
Wnioskując, Pan ma już 26 lat, jednak jego materialne ciało ujawniło się dopiero dwie dekady temu. Ciężko sklasyfikować go jako człowieka czy zwierzę. Jest czymś pomiędzy - nic dziwnego, w końcu wyszedł z głowy Thyone'a. Mierząca prawie dwa metry kreacja to jakby sobowtór jego właściciela. Z początku przynależał całkowicie do Deimosa, był czymś w rodzaju wymyślonego przyjaciela, niedostrzegalnego dla innych, lecz z czasem twór ten zdobył świadomość. Choć stał się odrębną jednostką nadal czuje ogromne przywiązanie do swego stworzyciela.
Smolista, rozciągnięta postura, o potężnych, rozłożystych skrzydłach, ptasich szponach i czarnych ślepiach nie sprawia wrażenia przyjaznej. Jednak wygląd potrafi być mylący i tak w tym przypadku Pan to pacyfista. Nie je, nie śpi, nie odczuwa ludzkich potrzeb, tak więc i nie wyraża chęci mordu. Fakt faktem zdarza się mu samym swoim wyglądem odstraszać przeciwników Thyone'a, ale to nic złego.
Śmierć dla niego jest dość zagadkowym stwierdzeniem. Wiele razy próbowano go zgładzić, ale za każdym razem z niepowodzeniem, niestety nieśmiertelnym bym go nie nazwał. Pan jest zawiłym tworem, żyjącym na pograniczu jawy i snu, załamaniem nauki, uosobieniem mędrca, świadomością we własnej osobie, nurtem myśli i zlepkiem niedomówień. Korzysta z naszego świata tylko, gdy on bądź Thyone tego zapragnie.

-Właściciel: xokittyx@gmail.com | Pasztecik (hw)

wtorek, 21 listopada 2017

Od Deirdre CD Noir'a

Po tym wszystkim byłam w apartamencie, szukając dalszych zleceń. Tak właśnie na jednym się nie skończą, są jeszcze dwa. Bardziej skomplikowane i trzeba więcej znaleźć. To się chłopak zdziwi jak dam mu jeszcze dwa zlecenia do tego. Jedno jest nieprzyzwoite i to bardzo, a ostatnie to nawet nie wiem jak ubrać je w słowa. Czekałam na kuriera, gdyż no miałam nadzieję, że zabierze te fanty do kogoś specjalnego.

Zapytał, wszedł, zamknęłam drzwi. Rzucił plecak, teczkę i worki. Po chwili dodał. - To wszystko. Podniosłam worki i sprawdziłam, czy wszystko się zgadza i rzeczywiście tak było.
- Chcesz może coś do picia? Tutaj masz jakąś whisky, wino, piwo, wódkę, bądź też inny napój. Bierz, które chcesz. Usiąść sobie, zaraz pogadamy. - powiedziałam i zajęłam się czytaniem teczki.
Po godzinie zadzwonił telefon, odebrałam go i chwilę pogadałam. Tak był to kurier. Teczkę wraz z torbami włożyłam do większej torby, gdzie były wszystkie dane na temat tego zlecenia. Była też kartka ode mnie, aby podnieść cenę. Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, wzięłam torbę i poszłam ją dać. Tym samym ja dostałam kolejne dwie torby. Tak to są dwa kolejne zadania. Zamknęłam drzwi i zaniosłam czerwoną torbę do gabinetu, a ta zielona wzięłam i podeszłam do chłopaka.
- To kiedy zapłacisz? - spytał.
- Wszystko po kolei. Teraz uważnie słuchaj do tego zlecenia co wykonałeś powiem, że naprawdę perfekcyjnie. Są jeszcze dwa. Spokojnie po ostatnim, powiesz mi, jak chcesz czy gotówkę, czy też przelew. Teraz co do zlecenia. - przerwałam i napiłam się wody. Otworzyłam torbę i wyjęłam masę dokumentów, dokładniej było to wszystko na temat zlecenia. Plus jakieś ciuchy, dowód i fałszywa tożsamość. Jakieś zdjęcia, zdrady, plus dziwnych zabaw. Podałam mu wszystko i zaczęłam mówić. - Dobra to tak jest nie jaka Sofia Works, jest wysoko ekskluzywna prostytutka. Jakiś miesiąc temu zniknęła, znaleziono ja martwa tydzień temu. Z tego, co wnioskuję policja to jej siostra, która była torturowana, a potem zgwałcona i to bardzo brutalnie, następnie zabita w bardzo okrutny sposób. Po tym zdarzeniu Sofia wróciła do pracy, lecz jako tancerka w klubie "Marcoss Delta III". Jako z nielicznych tancerek ma też inna dodatkową robotę. Powiem tak, daje dupy za informację. Wie naprawdę dużo. Tu właśnie ty wchodzisz, musisz z niej wycisnąć wszystko, co wie, wszystkie informacje. Jest tam jeszcze jedna, która też wie sporo np. na ten temat jak zginęła kuzynka Sofii. Natomiast ona nazywa się Natasha, mówią do niej Nat albo Marcheweczka. Jest blondyna z niebieskimi pasemkami. Hmm co tu jeszcze mam powiedzieć. - powiedziałam i przeglądałam papiery dalej. Podawałam mu wszystko. Wstałam i pokazałam mu ubrania - To teraz tak masz tu garnitur, na jedno z ekskluzywnych wydarzeń w klubie. Takie same są prostytutki, teraz tak jesteś Christopher Greyson. Milioner, dalej to już umiesz sam czytać. Jeśli będziesz się wybierać, na to przyjęcie, wyślij mi wiadomość pod ten numer. - pokazałam mu numer telefonu tuż pod jego nową tożsamością.

Odetchnęłam i podałam mu torbę z pieniędzmi, było ich naprawdę dużo. Koło dwóch milionów. W sumie jak mi napisze też przyjdę, bo też muszę być. Dobra muszę mu powiedzieć.
- Zanim się odezwiesz. Masz do mnie napisać, gdyż jestem twoją siostrą bliźniaczka Octavia Greyson. Tu masz nasza historie. Plus parę dodatków. Jeszcze jedno lubisz przebierać w kobietach, jak i mężczyznach. Czasem będziesz musiał kogoś zaliczyć albo ktoś ciebie. Chyba tyle na teraz. - powiedziałam i podołam mu wszystko, aby się z tym zapoznał.

Wstałam i poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. Nie chciało mi się jakoś kombinować, więc zrobiłam tosty. Wręczyłam mu je i siadłam na fotelu. Wyciągnęłam z boku laptopa i położyłam na wysuwany stolik z fotelu. Mogłam jeść i sprawdzać wszystko. - Teraz możesz zadawać wszelkie pytania, czy też cokolwiek chcesz. - powiedziałam.
Czekając, aż on coś powie.

Noir?

poniedziałek, 20 listopada 2017

Od Deirdre CD Safira

- Lubie to miejsce. Tu nic nie jest sztuczne. Możesz znaleźć odpowiedzi, możesz tu zrobić wszystko. - powiedziałam. - Możesz też wejść do wody i sprawdzić, czy może tam znajdziesz jakąś odpowiedź, jeśli tu jej nie ma. - dopowiedziałam.
Patrzyłam się na niego, zastanawiając się nad czymś. To było nic konkretnego, ale martwiło mnie, że są rzeczy, których nie doświadczy. Choć czemu miałoby mnie to martwić? Takie miejsce taką chwilą, pewnie, gdybym gdzieś indziej go spotkała, to byłby mi zupełnie obojętny. Gdybym teraz wróciła do domu, czekaliby albo też nie. To różnie bywa, mają własną wolę, tyle że z nimi mieszkam. Mogę też się wybrać do jednego z apartamentów, mogę też gdzieś indziej się wybrać. Konkretnego miejsca nie mam. Jest też możliwość zostania tutaj. Mój telefon nagle zadzwonił. Odeszłam kawałek i odebrałam. Jakież to dziwne, jakaś kobieta dzwoniła, podawała się za osobnika, który zna dane na pewien temat. Już masa ludzi dzwoniła i nic konkretnego nie mieli, chcieli tylko jednego. Nie mówię tu o sprawach łóżkowych. Chcieli kasy, za fałszywe informacje. O diable jak w tych czasach trudno, żeby coś zdobyć. Miałam dość już, rozłączyłam się bez powodu. Miałam chęć zmasakrować komuś głowę. Ile można, szlag mnie trafi. Przez to wszystko Safir, był tylko przypadkowa osoba do tego, co nadchodziło. Może kiedyś wybaczy albo też mogę zniknąć.

Podeszłam do niego, chwyciłam za szyję i wbiłam kły demona. Zaczęłam pić krew najpierw wolno, ale z każdą kroplą coraz zachłanniej. Nie chciałam dużo, ale to mnie uspokajało. Jego krew była dziwnie znajoma. Jakby też był demonem. Mnie to nie przeszkadza, każda krew mi smakuje. Coś mówił, próbował się wyrywać, ale nie pozwoliłam. Piłam tak łapczywie, jakbym nie mogła przestać. On chyba powoli tracił świadomość, ale mnie to nie obchodziło, chciałam więcej. Taki pyszny, mój język lizał jego szyję, smakowałam go.
Po kilku minutach albo kwadransie czy też po pół godziny przestałam. Zbliżałam ostatnie krople. Dopiero teraz zrozumiałam, że on jest taki jak ja. Mimo to, iż mógł mnie odepchnąć, nie zrobił tego. Pozwolił mi pić.. Chyba stracił przytomność, choć nie wiem tego.
***
Przyniesienie go do apartamentu było najlepsza opcja. Rozebrałam go, zostawiłam tylko bokserki. Oblizałam wargi i patrzyłam na jego ciało. Chciałam tylko móc teraz coś zrobić i byłoby dobrze. Przecież zrobiłam wystarczająco. Zostawiłam go i poszłam, po chwili zastanowienia wróciłam. Nadgryzłam nadgarstek i przyłożyłam do jego warg, aby się napił. Mam inną krew, ale to dzięki temu, iż jestem mieszańcem. Krew kosmitów tak jakoś regeneruje czy coś.. Mama mi o tym opowiadała kiedyś tam, będzie trzeba sobie to przypomnieć. Gdy trochę wypił, poszłam coś zjeść. Przyniosłam też dla niego kanapki i herbatę, położyłam na stoliczku obok łóżka. Poszłam wziąć prysznic i ubrałam dużo za dużą koszulkę oraz dolna część bielizny. Wróciłam do pokoju. Wzięłam koc, jedna z książek, laptop i siadłam na fotelu. Przykryłam się kocem, włączyłam laptopa i zaczęłam czytać książkę.
Akurat już ją kończyłam i miałam opisać wrażenia po niej związane. Powinien się zaraz obudzić, może trochę za dużo wypiłam. Mimo to moja krew uzupełniła braki. Jej kolor wciąż mnie zaskakiwał.

Pisząc na laptopie, gdy już w sumie kończyłam i miałam kliknąć przycisk wyślij, chłopak się obudził. Kliknąłem i odłożyłam na stolik obok fotela laptopa.
- Gdzie jestem? Kim ty jesteś? Co się stało? - dopytywał. Dotykał dłonią szyi, gdzie wcześniej go ugryzłam żadnego śladu. Dotknął po chwili ust i zobaczył dziwny kolor.
- To moja krew. Tak wiem, ma specyficzny kolor. - powiedziałam spokojnie, siedząc na swoim miejscu.
- Rozebrałaś mnie? Co zrobiłaś? Kim jesteś? - serio kolejne pytania.
- Zaraz ci odpowiem, ale najpierw coś zjedz. Spokojnie nabierzesz sił, nie otruje cię. - zachęciłam go.
Kiwnął delikatnie głową. Gdy zaczął jeść, odetchnęłam głośno i zaczęłam wyjaśniać.
- To tak jesteś w moim apartamencie. Jestem Deirdre, no miałam drobny problem ze złością. Ty byłeś przypadkową ofiarą i no wypiłam twoja krew. Tak wiem, nie powinnam i p-pr-przepraszam za to. - odetchnęłam poirytowana. Kontynuując. - Tak rozebrałam cię, gdyż miałeś parę kropelek mojej krwi, na ubraniach. Jutro już będą suche. Jeśli chcesz, mogę Ci dać inne i sobie pójdziesz gdzieś.. Jeśli chcesz, możesz zostać spokojnie nie zaatakuje cię już. Chyba tyle. Właśnie jesteś demonem czystej krwi? - spytałam przekrzywiając głowę.
Nie będę, mówić kim ja jestem, bo tak jest lepiej. Krew mogę mieć inna za sprawą różnych warunków... Nie istotne kim jestem, niech myśli co chce.
- Dobrze, to jeśli chcesz, możemy jutro pogadać czy coś. Pójdę do pokoju obok. - Wstałam i wzięłam koc w rękę oraz laptop. Miałam wychodzić już z pokoju, ale mnie zawołał.
- Dei. Zostań, chce porozmawiać. - zwrócił się do mnie sympatycznie.
Spojrzałam na niego, a on ruchem dłoni mnie zaprosił, abym podeszła. Usiadłam na łóżku i okryłam się kocem, laptop wyłączyłam i odłożyłam na komodę. Czekając, aż chłopak coś powie.

Safir?

niedziela, 19 listopada 2017

Od Noira' CD Deirdre

Oddaliłem się z miejsca nie oglądając się za siebie. W sumie robota podobna do tych, które wykonuję zazwyczaj, jednak nie z taką ilością osób od jednego zleceniodawcy. Wróciłem do swojego mieszkania i zająłem się innymi sprawami, nic się nie stanie przecież jeżeli 'przełożę'  tę robotę to na później. Wieczorem przysiadłem w końcu do szukania wskazanych osób. Nie jest to tak proste jak bym chciał, mało informacji od płacącego, dużo szukania, dzwonienia, upewniania się dla mnie. A, koniec końców, trzeba to załatwić jak najszybciej. Po niecałych dwóch godzinach, mając pewność co do dwóch z czterech celów, opuściłem mieszkanie i spokojnym krokiem, poprawiając co jakiś czas, wysłużony  już, plecak, ruszyłem na miejsce 'spotkania' pierwszej ofiary. Kilkanaście ulic oraz dodatkowych skrótów i jestem na miejscu. Budynek, wejście, drugie piętro, drzwi. Moje szczęście- otwarte. Pociągnąłem klamkę i wszedłem do środka. Mieszkanie jak mieszkanie, bywało się w lepszych jak i gorszych, nic niezwykłego. Światła są wyłączone, lepiej być nie mogło. Wchodząc do salonu zauważyłem postać w fotelu, jej twarz oświetlało jedyne źródło światła, którym był włączony telewizor. Zdjąłem plecak, wyciągnąłem potrzebne rzeczy, po czym stanąłem za mężczyzną. Zasłoniłem gwałtowanie jego usta i nos dłonią, przez co mężczyzna się ocknął. Jego strach i przyspieszony, ciężki oddech jest zabawny.
-Spokojnie, to będzie tylko chwilka. Francis, tak?- zapytałem po chwili.
Mężczyzna pokiwał twierdząco głową, zaciskając jednocześnie dłonie na skórzanych podłokietnikach fotela. Zbliżyłem twarz do jego ucha.
-Nie wiem czy będzie bolało, ale na pewno nie długo.
Szybkim ruchem poderżnąłem mu gardło, wcześniej wyciągniętym nożem, jednak nie przestałem ciąć, kilka ruchów więcej i głowa oddzieliła się od tułowia. Wsadziłem ją da plastikowego worka, zawiązałem porządnie, a ten wsadziłem do plecaka, po czym zarzuciłem go na ramiona i wyszedłem. Skierowałem się w miejsce 'spotkania' następnego celu. Nie było to daleko, od miejsca, w którym się aktualnie znajdowałem, dotarłem tam w kilkanaście minut. Osobę, którą miałem na celowniku, też nie trzeba było jakoś wybitnie szukać. Podszedłem do pierwszej lepszej kobiety i zapytałem o niejaką 'Magnolię Perm', szybko wskazała mi, która to. Stała z kilkoma innymi dziewczynami, jednak te szybko się rozeszły do 'klientów', więc zabrałem się za nią. Podszedłem do niej szybkim krokiem i nie zatrzymując się pociągnąłem ją za ramię za sobą w bardziej ustronne miejsce, jakim jest zwykły ciemny zaułek.
-Puszczaj! -syknęła.
-Jak będę chciał -odparłem identycznym tonem.
Nie zapominaj, że ta laska potrafi pokazać pazury. I to nie w przenośni. Zatrzymałem się w końcu i puściłem ją.
-Za takie coś zapłacisz dodatkowo -zaczęła jęczeć jednocześnie rozmasowując ramię.
-To się okaże po tym jak dobra jesteś -parsknąłem.
-Co chcesz w takim razie? -założyła ręce na klatce piersiowej, bardziej pokazując to i owo.
-Twojej głowy -zrzuciłem plecak na ziemię.- Tylko głowę -dodałem wyciągając nóż.
-Pojebało... -doskoczyłem do niej zanim zdążyła powiedzieć coś więcej.
Poszło szybko. Nie spodziewałem się tego nawet. W tym przypadku postąpiłem identycznie jak wcześniej, po czym wróciłem do siebie. Porządny prysznic, to jest to czego teraz potrzebuje najbardziej.


Szukanie informacji o pozostałej dwójce zajęło mi znaczniej więcej czasu.. i pieniędzy tak szczerze mówiąc. Czasami trzeba zapłacić komu trzeba, żeby mieć więcej informacji i w dodatku w łatwiejszy sposób. Ale w końcu po 4 dniach od złożenia zlecenia, wszystko jest wykonane.
Sprawdzam adres. To tu. Wchodzę do środka, podchodzę do recepcji i proszę o dokładne wskazanie pokoju. Dzwonią by upewnić się, czy dziewczyna jest w pokoju, jest i prosi o wpuszczenie mnie. Ostatnie piętro, pokój na lewo. Wchodzę do windy i po chwili czekania jestem pod drzwiami. Pukam. Po dosłownym ułamku sekundy w drzwiach stoi już dziewczyna i z podejrzanym uśmiechem zaprasza mnie do środka. Chcąc nie chcąc wchodzę i słyszę za sobą dźwięk zamkniętych drzwi. Zatrzymuje się na środku pokoju, a dziewczyna obchodzi mnie i siada na łóżko wpatrując się we mnie cały czas. Po króciutkiej chwili rzucam przed nią plecak i worek, a następnie teczkę.
-To wszystko -dodaje.


<Deirdre ><  ?  >

Od Safir'a CD Deirdre

Od wielu dni nie miał dla siebie ani chwili wolnego. Choć wydaje się, że kapłani mają wiele czasu i jedyne co robią, to modlą się do Boga który zapewne nie istnieje, tak Safir był swego rodzaju wyjątkiem. Nie został tym, kim był, żeby siedzieć w miejscu i jedynie składać ręce w modlitwie. Na co dzień pomagał biedniejszym, remontował domy, zarabiał dla schorowanych, a nawet wyprowadzał głupie psy na dwór, jeśli ktoś był zajęty. Wszystkie te dobre uczynki miały mu się przypłacić. Tego pięknego dnia, pozwolił sobie zrobić małe wakacje i wyjść poza mury. Nigdy tego nie robił w obawie przed gangsterami, ale.. wszystkiego trzeba w życiu zakosztować. Maszerował przez dzikie stepy, dopóki nie usłyszał z daleka szumu. Po raz pierwszy miał doświadczyć ujrzenia morza, o którym istnieniu nie miał pojęcia. Wchodząc na piaszczystą plażę, o mało nie wywracał się za każdym razem gdy stopy jego zakopywały się w ziarenkach. Jakimś cudem, akurat w tym miejscu, z daleka ujrzał kobietę. Samą. Ciekawość i dobroduszność kazała mu się zbliżyć. Kontakt z nią wydawał się tak nieludzki, a zarazem rozmowa była na tyle krótka, by nie spodziewał się kroków które podejmie. Jej dłoń na policzku i we włosach sprawiła, że spiął się automatycznie, a język na ustach.. stop.
- Chwila - złapał ją za ramiona i odsunął od siebie gwałtownie, wycierając usta. On, ze wszystkich osób, nie miał prawa korzystać z takich cieleśnych żądz. A ona grzeszyła, uwodząc kapłana. - Nie zrozum mnie źle, jesteś na prawdę piękna, ale musisz trochę przystopować.
Posłał jej mały uśmiech i odepchał się od kamienia, robiąc kilka kroków w stronę morza. Zimna woda, która obmyła jego stopy była dosyć dziwnym doznaniem. Słyszał, jak nieznajoma podchodzi i staje tuż obok niego.
- Co tu robisz? - zapytała, zerkając na niego. Safir wzruszył delikatnie ramionami.
- Szukam odpowiedzi - było to trochę zagadkowe, ale co innego mógłby jej powiedzieć? Odpoczywał i próbował przemyśleć niektóre sprawy. A wśród nich, stłumić niemałą tęsknotę za kobietą, która w jego życiu była najważniejsza. Andromedą. - A ty?

| Dei |

Od Deirdre do Safira

Szłam sobie w jakimś mniej znaczącym kierunku. Kiedy znalazłam duży kamień, wspięłam się na niego. Czułam wiatr we włosach, przepływał przeze mnie. Takie to miłe uczucie. Patrzyłam na horyzont, słuchałam szumu. Próbowałam wyciszyć moje myśli.
- Co ci daje stanie tam? - zapytał chłopak.
- Choć, a sam się przekonasz. - Chciałam, aby.. Właśnie co ja chciałam? Podałam mu rękę i stałam blisko, aby nie spaść. Nie miałam ochoty się brudzić. Przyjął moją rękę i pomogłam mu wejść, aby poczuł to, co ja. Wpadłam w jego ramiona, trzymałam się jego koszulki. Nie chciałam spaść, lecz chciałam się o nim dowiedzieć.
- Rzeczywiście ładnie stąd wszystko widać. - powiedział.
- Podasz mi swoje imię? Ja jestem Deirdre. - spytałam i się przedstawiłam.
- Safir. - powiedział.
Zeszłam ostrożnie z kamienia, spoglądając na chłopaka. Kucnęłam i patrzyłam na kraba, który sobie szedł po plaży. Byłam na nim tak skupiona, że nie zauważyłam. Kiedy Safir się zbliżył. Chciałam dotknąć zwierzaka, lecz chłopak mnie pociągnął do tyłu. Patrzyłam na to, co robi, ciekawiła mnie jego osoba. Podeszłam do niego nieco bliżej i oparłam go plecami o głaz. Położyłam dłoń na jego policzku, natomiast druga wsunęłabym w jego włosy. Patrzyłam na niego z pożądanie, choć nie powinnam tego czuć. Polizałam delikatnie jego wargę i przygryzłam ją troszkę mocniej. Czerwieni się, przygryzłam wargę i musnęłam jego usta.

Safir?

sobota, 18 listopada 2017

Od Vetur'a CD Noir'a

Po zamknięciu drzwi i krótkiej chwili zadumy oraz wpatrywania się w nie, demon powoli oparł się plecami i przetarł twarz, przymykając oczy nie dowierzając w to co robi. Nie wiedział czy jego ciało i umysł wariowały tak bardzo przez alkohol, czy może dlatego, że pragnął niebieskookiego od momentu w którym zobaczył go po raz pierwszy i nie chciał nad tym zapanować. Cholera. Procenty tylko dodawały mu odwagi by brnąć w to dalej. Zawsze był obojętny i brutalny w sposobie traktowania ludzi, a tu zadziwiał sam siebie nie mogąc uspokoić szybkiego bicia serca i pulsowania w kroczu, czy też samych myśli. Jego ciało, wyraz jego twarzy.. ten gorący pocałunek.. Nieco zirytowany odepchnął się wreszcie od drzwi i poszedł w kierunku kanapy, na którą walnął się i sięgnął po telefon, oddzwaniając na ostatni numer, który upomniał go, że trochę się zagalopował. Ale z drugiej strony.. czy na pewno? Przecież sypianie z byle kim to dla mnie norma. Nie była to jego siostra, a jeden z jego współpracowników a zarazem demoni kuzyn, który informował go gdy działo się coś interesującego. Albo musiał dla niego coś zrobić. Nigdy nie odmawiał bo fakt faktem, byli równie silni, a i tak pewnego dnia skończą razem w piekle.
- Co tym razem? - zapytał na wydechu, czując jak lepią mu się oczy. Co jak co ale nawet demon w swoim ludzkim ciele szybko się męczy, a on miał za sobą na prawdę pojebany dzień.
Który mógł skończyć się zajebistym seksem. Co jest ze mną nie tak.
- Hugh nie zapłacił, wyjechał gdzieś z kochankiem - niski głos odparł, w tle słychać było stukanie jakiejś maszyny, oraz rozmowy. Założył więc, że kuzyn znajduje się w agencji dla której pracuje.
- Nie możesz się tym zająć? - Zima jęknął, siadając z powrotem. Pytanie było bezsensowne bo gdyby mógł, nie dzwoniłby, ale zawsze jest iskra nadziei. Czekając na odpowiedź, bo drugi rozmówca zaczął dyskutować o czymś z inną osobą, podszedł do szafy w rogu i wyjął czysty komplet formalnych ciuchów. Telefon odstawił na bok na głośno mówiący i zaczął się przebierać.
- ..tak rozumiem. Uhh Vetur ty wiesz co robić.
- Jasne - rzucił krótko zrozpaczony widząc, że ma zapierdol i nie porozmawiają dłużej, po czym rozłączył się nabierając wdechu. Nici ze snu, lepiej zająć się tym teraz, im szybciej tym lepiej, nie miał zamiaru wychodzić poza mury żeby odnaleźć tego tchórza który jest na tyle głupi, by zadłużać się akurat tam, gdzie ludzie znani są z "odbierania zasłużonych pieniędzy wszelkimi możliwymi sposobami". Złapał kluczyki i zamknął mieszkanie, wychodząc z budynku. Pierwsze co musiał zrobić, to iść do swojego biura i wykonać kilka telefonów. Potem będzie już z górki. Nie podobało mu się, że ostatnimi czasy coraz więcej ludzi buntowało się i próbowało zgrywać bohaterów świata patologii. To było po prostu głupie. Wybierając drogę szybszą, powędrował cieniem na miejsce i wmaszerował do budynku, pojechał windą na dane piętro i otworzył swój gabinet. Dalej odczuwał skutki picia alkoholu ale powaga sytuacji nieco go otrzeźwiła. Usiadł i łapiąc za notes, zaczął wybierać numery..
__________________________________________

     Czarnowłosy odchylił głowę i westchnął z uśmiechem, czując jak gorąca woda powoli rozluźnia jego mięśnie i pozwala na chwilę relaksu. Po ośmiu dniach ciężkiej pracy bez chwili na odpoczynek Zima był wykończony i marzył tylko, by pozostać w tak błogim stanie dłużej niż kilka minut zanim znowu ktoś będzie od niego coś chciał. Wyciągnął nogi i oparł na obudowie wanny, przymykając oczy. Wydaje się, że nie powinien narzekać, w końcu nie robił w terenie, ale ktoś musiał to wszystko zorganizować. Dryfując tak, między snem a jawą, jeszcze raz powtarzał sobie wszystko co działo się w tych ośmiu dniach, aż na myśl przyszedł mu nikt inny jak niebieskooki o mieszanych włosach. Co zrobił, gdy wyszedł z jego mieszkania? Gdzie się udał? A nawet i z kim zaspokoił żądzę, jeśli i to się stało? Czuł zazdrość i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nie miał dla niego czasu, nie pomyślał o nim ani razu, ale teraz gdy wspominał smak jego warg, zaczął za nim tęsknić. Na swój sposób. Otworzył oczy i wbił spojrzenie w ścianę, masując obolałą rękę. Noir.. podchodzę do ciebie tak obsesyjnie. Jak mam nad tym zapanować? Te myśli miały dręczyć go niezmordowanie przez długi czas. Pół godziny później Zima wstał i wytarł ciało, ubierając się w wygodne spodnie i podkoszulek, a potem poszedł do salonu gdzie otworzył laptopa i zaczął wypełniać sprawy papierkowe. Legalnie też miał zakres obowiązków i niestety nie dało się tego ominąć. Wypełniał wszystko automatycznie, jak robot który był do tego zaprogramowany, nie zastanawiał się przy pisaniu bo zawsze były to te same formułki. Zabawne, demon udający człowieka. Może z dwie godziny później do pokoju weszła jego siostra, siadając przy nim i zakładając nogę na nogę.
- Długo cię nie było - zaczęła, wpatrując się w ekran i oparła się o niego bokiem, wzdychając. Ona też była zmęczona, a teraz jeszcze ta ciąża.
- Praca, jak zwykle - mruknął. Kobieta zachichotała ale nic więcej nie powiedziała, pewnie oczekując od niego jakiegoś pytania, jednak on wyciszył się ponownie, skupiając na pracy.
- Wiesz.. Deborah mówiła, że korzystałeś z tego drugiego mieszkania - podsunęła i widać było, że jest ciekawa i głodna informacji na ten temat. - I że wchodziłeś tam z jakimś przystojniakiem z ulicy. Przerzuciłeś się na facetów?
- Na prawdę musisz wiedzieć? - parsknął i dopiero teraz odwrócił twarz w jej stronę. Ta posłała mu uśmieszek.
- Zadzwoniłam do niego~
Nagle uśmiech zszedł z jego twarzy i zastąpiła go złość i irytacja. Znając ją, mogła mu rozgadać rzeczy albo ważne dla biura, albo na temat jego samego, co mogło skończyć się niezłym bałaganem. Z resztą, ona wszystko umiała zepsuć, lepiej martwić się przy niej na zapas.
- No już, nie bądź taki zły, spławił mnie mówiąc, że nie ma czasu i jest zajęty - wzruszyła ramionami. Cień ulgi przebiegł po jego twarzy. - Co to za reakcja?
- Odpuść - warknął. - Jest ważną osobą z pracy.
- A nie jest przypadkiem kolejną zabawką którą testujesz?
- Nie - odpowiedział szybko, ale po krótkim zamyśle podrapał się po karku i znowu na nią spojrzał. - Sam już nie wiem.
- To do ciebie nie podobne.
Tak, to było do niego niepodobne. Zamartwiał się zwykłym lekarzem mutantem którego spotkał dwa razy.. mało tego, mówił o nim jak o kimś równym sobie od chwili gdy razem się spili. I jeszcze te jebane myśli wędrujące w stronę nagich ud Czarnego.. Vetur speszył się i zakrył twarz, za to czerwonowłosa skrzywiła się.
- Tylko uważaj, łatwo jest zakochać się w człowieku, ale trudniej zrozumieć, że nigdy go nie posiądziesz - ostrzegła go.
- ..tego nie wiemy.
- Zimo.. nie jesteś dzieckiem i wiesz, że przewiduję przyszłość - wstała i poklepała go po ramieniu. Wolnym krokiem zmierzała do wyjścia z pokoju, kiedy nagle zatrzymał ją, pytając.
- Czy to kobieta? - mówił bardzo cicho, ale słyszała go. Uśmiechnęła się widząc, że brat akceptuje rzeczywistość.
- Tak. I to niedługo. Ale wasze drogi nie podzielą się.
Jedynie kiwnął i wyrzucił z myśli wszystko inne niż papierkową robotę. Takie były realia, nawet gdyby faktycznie zakochali się w sobie, Noir umarłby szybciej niż demon zdążyłby się nim nacieszyć. Skupiał się przez kilkadziesiąt minut i nie wytrzymał. Wstał gwałtownie i wyszedł na korytarz, łapiąc za płaszcz. Powiedziała, że niedługo, czyli ta kobieta nie zaistniała jeszcze w jego życiu. Pozostało mu tylko korzystać póki jeszcze może. Założył go na siebie i opuścił mieszkanie, a wreszcie wyszedł na ulicę, dopiero teraz zauważając, jak bardzo jesień zmieniła otoczenie. Spojrzał na szarawe niebo i zacisnął pięści. Będzie padać. Zignorował jednak pogodę i na nogach ruszył przed siebie, wybierając numer do Czarnego. Niedługo miało zachodzić słońce, była już siedemnasta więc miał nadzieje, że w weekendy chłopak nie pracuje do późna. Za pierwszym razem był tylko sygnał, a za drugim usłyszał jego głos.
- Słucham? - jedno słowo a tak wstrząsnęło emocjami demona. Cholera co się dzieje, to nienormalne.. to nie ja. Uspokoił oddech i przystanął, już czując, jak krople zaczynają padać z nieba prosto na jego ciało.
- Zawalony most, najbliżej muru, wschód, Hawkins Street - wyrzucił z siebie, a potem dodał. - czekam na ciebie.
Sam się rozłączył. Nie potrzebował więcej informacji, nie dał mu też opcji wycofania się ze spotkania, musiał przyjść. Miał nadzieję, że przyjdzie. Zawalony most znajdywał się dobre kilkanaście kilometrów od miejsca zamieszkania demona, toteż musiał się spieszyć. Część drogi przebył jako cień, część na piechotę. Stanął tam, blisko krawędzi przepaści w dół rzeki która dawno wyschła i wpatrywał się w zgnieciony samochód, w którym na pewno znajdywały się kości właścicieli. Ale o tym nie myślał. Krople coraz szybciej spadały aż burza dała o sobie znać i świat powoli pogrążał się w mroku. Jego płaszcz moknął z każdą sekundą, tak jak i jego włosy i buty. Ale czekał. Wreszcie wśród szumu i kapnięć usłyszał uderzanie butami o błoto, a potem jego oczom ukazał się Noir, w wodoodpornej kurtce i z kapturem na głowie. Co mam powiedzieć?
- Dlaczego akurat tutaj? - pierwsze pytanie padło z ust Czarnego który chyba czuł się swobodniej w towarzystwie demona. Stanęli bliżej siebie, żeby słyszeć się i widzieć lepiej. Deszcz im nie przeszkadzał. - To nie za ciekawa okolica.
- Tam za mostem znajduje się brama.. - odparł Zima, zerkając w ową stronę. - Więc nikt tutaj nie przychodzi.
- Chcesz się mnie pozbyć bo masz mnie już dość? - słysząc te same pytanie po raz kolejny, nie mógł powstrzymać parsknięcia z rozbawienia. Było kompletnie na odwrót. Zrobił krok w przód.
- Nie - uśmiechnął się pod nosem. - Wręcz przeciwnie.
- Więc dlaczego.. - Czarny nie dokończył, bo Zima złapał go za biodro i przysunął do siebie, drugą dłoń kładąc na jego nadgarstku i ściskając. Oparł czoło o jego czoło i wpatrywał mu się z bliska w oczy.
- Tutaj nikt nie zobaczy sceny, w której drzesz się i wyzywasz mnie, czy jakkolwiek byś nie zareagował - wyjaśnił i przymknął na sekundę oczy, zaraz je otwierając. Pieprzony mutant, nic takiego nie zrobiłeś, a ja nie mogę się od ciebie oderwać. Widział zdziwienie na twarzy Noir'a, ale również to jaki dyskomfort odczuwał. Był na to gotów.
- Dlaczego miałbym? Powiedziałeś, że się mnie nie pozbywasz.
- Bo nie pozbywam.. - ta rozmowa była dla niego istnym piekłem, ale chciał to z siebie wyrzucić. Zagryzł na chwilę wargę i znów wlepił ślepia w błękit jego oczu. - To skomplikowane i nie wymagam od ciebie, żebyś wszystko zrozumiał, ale.. tak jak ludzie my też mamy uczucia. Nie wiem co w tobie takiego jest..
Wyszeptał i przesunął dłoń z jego nadgarstka na policzek, przesuwając po nim palcami. Jego usta.. ten zapach.. wszystko co do niego należało było dla mnie jak afrodyzjak. A ja byłem dla niego nieznajomym.
- Ani jak mogę ci to wytłumaczyć.. nie mogę być blisko ciebie, bo wariuję, chcę widzieć cie przy sobie tak jak wtedy wieczorem, czując twoje ciepło, ale tobie przeznaczone jest życie z kimś ważnym, kogo w przyszłości spotkasz.. mimo to, ja nie potrafię przestać o tobie myśleć. Cokolwiek sobie o mnie myślisz, nawet jeśli widzisz we mnie jedynie krętacza i morderce, gościa z wyższych sfer, nie ważne. Musisz tylko wiedzieć..
Co musi wiedzieć? Co mam mu powiedzieć? Nawet się dobrze nie znamy, a ja mu wystawiam takie sceny. To nawet nie jest wyznanie miłości.
Nie chcąc tracić jego czasu, urwał temat i pochylił bardziej twarz, jeszcze raz kosztując jego słodkich lecz męskich ust, których tak mu brakowało. Może to tylko demonia natura albo chęć posiadania go na własność, nie miał pojęcia. Ledwo oderwał się od niego i zaśmiał czując się jak skończony debil.
- Gadam od rzeczy - warknął na siebie i przeczesał mokre kłaki. Deszcz powoli ustępywał. Pokręcił głową i spojrzał gdzieś w bok. - Zapomnij o tym. Z przemęczenia gadam od rzeczy. Kurwa.. wracaj do domu.
Był pewien, że chłopak posłucha i urwie się jak najszybciej, ale on pozostał w miejscu. Minęła dłuższa chwila zanim położył dłoń na ramieniu Zimy, jakby uspokajająco. Ten pozwolił sobie zagapić się na niego o wiele dłużej.
- Wisisz mi drinka.
__________________________________________

     Przemoczeni mężczyźni wracali na piechotę, w ciszy, każdy myśląc o czym innym. Nie mógł wyobrazić sobie, co siedzi w głowie jego towarzysza, bo sam dziwił się na stres który odczuwał i przemyślenia typu czy robię z siebie idiotę, czy powinienem go zabić, czy powinienem zrobić to i tamto. Zachowywał się jak nastolatka przed pierwszą randką i cholernie mu się to nie podobało. No bo czemu tak nagle zaczęło mu zależeć.. długi spacer zakończyli, po raz pierwszy, w okolicy w której mieszkał Czarny. Vetur nigdy tutaj nie był, dlatego zdawał się na prowadzenie chłopaka, który stanął przy jednym z wyróżniających się budynków i prosił go przodem. Był to sklep w którym, jak podejrzewał, ma kupić wódkę i sok, ale zamiast tego mutant zaczął przebierać w wystawionych chrupkach i chipsach, dezorientując starszego.
- Lubisz słonecznik? - zapytał, wyrywając go z zamyślenia. Demon kiwnął i pozwolił mu zapłacić za cały woreczek. Wychodząc, korporat pozwolił sobie zadać kolejne głupie pytanie.
- Po co ci słonecznik? 
- Nic od rana nie jadłem.. chyba nie myślisz, że wypiję drinka na pusty żołądek? - zaśmiał się lekko. Vetur zamrugał i sam roześmiał się, co rozluźniło nieco atmosferę. Czym on się tak stresował? Do cholery, jesteś mężczyzna i demonem, a srasz pod siebie widząc chłopaka którego.
- Zapraszam - padło słowo kiedy oboje wchodzili do mieszkania mieszano-włosego. Nie było pierwsza klasa jak apartament pana prezesa ale nie było najgorsze. Noir zniknął na chwilę w kuchni, by przynieść szklanki i sok, a potem wyłożył też słonecznik do miski, stawiając na stoliku przed kanapą. Zima obserwując go powoli zdjął z siebie płaszcz i odwiesił na boku, siadając przed stolikiem i sięgając po ziarno. Nie umknęło jego uwadze, że nie było wódki, więc cała ta gadka o drinku była tylko kłamstwem który odwiódł go od nadmiernego myślenia. Sprytne.
- No - mutant opadł obok niego i rozluźnił się, opierając plecy o oparcie kanapy, po czym ,,zajumał" miskę i pogryzał jeden po drugim, kładąc nogi na stół. Czarnowłosy pozostawił swoje na ziemi, ale też się rozluźnił, przymykając oczy. - To teraz powiedz mi, o co te całe zamieszanie.
- Noir.. nie rozmawiajmy już o tym - poprosił, zerkając w bok jednym otwartym okiem, które znowu przymknął. Właściciel mieszkania ciumkał swoje jedzenie jeszcze trochę w ciszy, po czym parsknął. - Co cię tak śmieszy.
- Ty - powiedział wprost. - A po części to, że już się dogadujemy.
- Ciebie też to dziwi? - uśmiechnął się do siebie.
---  CZYTAJ DALEJ   ---
V   V   V   V   V   V   V

Od Chester'a CD William'a

Chester wciąż czując się niezręcznie spojrzał jeszcze raz na twarz aptekarza i swojego nowego idola, zanim powędrował wzrokiem na opatrzoną kostkę która coraz bardziej pulsowała. Jakim pechowcem musiał być, żeby już pierwszego dnia treningów uszkodzić sobie nogę, najważniejszą część ciała w tym fachu? Zaczerwienił się ze złości na samego siebie i zaczesał grzywkę za ucho, wstając powoli, po czym rozejrzał się, gdy starszy kolega zostawił go na chwilę samego. Wszystko takie sterylne, czyste i białe.. złapał w dłoń jakąś amupłkę i oglądał ją, gdy William wrócił nagle i z przestrachem odebrał mu jakby bał się, że blondyn rozbije ją bo jest aż takim debilem. I niezdarą.
- Może lepiej nie dotykaj - powiedział delikatnie, odkładając na miejsce, na co student westchnął tylko biorąc to za znak, że powinien wyjść. Tak też zrobił, wychodząc zza zaplecza do środka apteki, a tam odwrócił się i uśmiechnął lekko do idącego za nim właściciela.
- Wiem, że nie chcesz, żebym się odwdzięczał ale ja nalegam - tym razem jego uśmiech się poszerzył. Zależało mu na tym, by artysta miał o nim jak najlepsze zdanie, po za tym, chciał go bliżej poznać. Kto inny miałby taką okazje? - Co ty na to, żebym zabrał cię któregoś dnia w najpiękniejsze miejsce jakie zna to miasto?
Widział jak na twarzy Will'a maluje się małe zakłopotanie, ale w jego oczach jakby iskrzyły się ogniki zaciekawienia, mieszanego z niepewnością. Spodobało mu się to bo wiedział teraz, że może coś z tego wyjdzie.
- Nie daj się prosić.
- No nie wiem czy powinieneś chodzić tak z tą kostką.. - próbował się wymigać, ale uczący się tancerz szybko zareagował i uciszył go kilkoma ,,nie nie nie".
- Moja kostka nie ma tutaj znaczenia, wyzdrowieję, a widok może uciec - założył ręce na piersi i parsknął. William zaś uniósł brew.
- Uciec..? Widok to nie dzikie zwierze.
- Ale oglądanie go ze mną będzie dla ciebie przyjemniejsze - wymsknęło mu się i od razu tego pożałował, nie chciał zachowywać się tak wieśniacko, ale coraz łatwiej rozmawiało mu się z nowo poznanym tancerzem i jakoś tak.. wychodziło. Chrząknął i podrapał się po karku. - Znaczy się.. to mogę ten numer telefonu?
- ..niech będzie - czy mu się wydawało, czy starszy się zaśmiał? Zarumieniony wpatrywał się w jego dłonie kiedy ten sprawdzał swój numer i wreszcie wyjął własny telefon, spisując cyferki. Kiedy skończył, zagryzł wargę i posłał mu kolejny uśmiech.
- To ja.. będę lecieć, pewnie dostanę bury za opuszczanie zajęć - po tych słowach machnął dłonią i otworzył drzwi wyjściowe, słysząc charakterystyczny dzwoneczek.

| NIE MOGŁEM SIĘ SKUPIĆ BO DZIKIE ROZMOWY CZATOWE ALE CIE KOCHAM PRZYJMIJ TE OPKO |

środa, 15 listopada 2017

Od Karoliny CD Noir'a

Czuję, jakby moja twarz była rysunkiem z akwarelek, który polano wodą, i kolory zaczęły mieszać się ze sobą w ciemną, brudną breję przypadkowych kształtów. Sięgam do pasa po mego najwierniejszego przyjaciela, a następnie zrywam go z łańcuszka i przytykam do biodra mężczyzny. Paralizator robi "Zzzz" i on pada przede mną na kolano. Przypadkowi ludzie mogliby pomyśleć, że wybrał sobie nieodpowiedni moment na oświadczyny. Jęczy z bólu, trzymając się miejsca porażenia. Podnosi głowę i znajduję jego spojrzenie, jednak on nie może znaleźć mojego. Chciwie go szuka, chcąc w nim dostać wytłumaczenie dlaczego to właśnie się stało. Dlaczego on, dlaczego teraz, tak czy nie? Nie dostanie go przynajmniej tak długo jak obraz jego oczu nie zniknie z moich myśli. A to może trochę potrwać, ponieważ myślę, że tym spojrzeniem zrobił dziury w mej duszy.
Stopniowo zdaję sobie sprawę, że nie jesteśmy już chronieni tłumem, a to znaczy, że niebawem zjawią się policjanci. Nie wiedząc czemu, lub po prostu moje ciało przestaje się mnie słuchać pod postacią Mory, złapałam mężczyznę za fraki. Podciągnąwszy go, odchodzę powoli, nie spuściwszy zeń oka. Krok za krokiem przyśpieszam w kierunku peronu. Mój pociąg czeka. Jest zapchany po brzegi przestraszonymi ludźmi. Wskakuję i wciskam się tak, żeby drzwi mogły się zamknąć. Zakładam kaptur na głowę i nie muszę już na nikogo patrzeć. Wszystko co widzę przed sobą, to szary krajobraz codzienności miliardów istnień przemijający z prędkością 300 kilometrów na godzinę. Niecałe pięć minut później wraz z innymi pasażerami wysiadłam tak jak zawsze. Strach opadł, ponieważ nie ma ich już tam, gdzie ktoś został zabity. Mają to swoje fałszywe poczucie bezpieczeństwa i wrócą znów do swoich zajęć.

*Tego samego dnia później, pod wieczór*

- Naprawdę? Niemożliwe! - Roxane z wrażenia otworzyła szeroko oczy i usta.
Ta o głowę niższa demonica mogłaby mi wydłubać oko swoim rogiem gdyby bardziej się uniosła. Pociągnęłam ją lekko za krótkie czerwone włosy dla zrozumienia, że ma nie poruszać głową.
- Niemożliwe co? - usłyszałam z korytarza damski głos.
Po chwili do pokoju weszła właścicielka tego głosu, fioletowo-włosa elfka o figurze godnej bogini. Zwą ją Pixi, ale dla nas jest Pi. Nie muszę wspominać, że była nieziemsko piękna, bo to typowe u tej rasy. Kolorystycznie zlewała się ze ścianami pokoju albo to on dopasował się do niej. Za nią jak cień toczyła się Verxa. To nieśmiertelna żywiąca się nieszczęściem innych (w przenośni). Kiedyś to ona zajmowała moje miejsce, dlatego odkąd się pojawiłam, nienawidzi mnie. Odwzajemniam jej uczucia. Usiadły na skraju łóżka i cierpliwie obserwowała aż któraś z nas coś powie. Ja miałam spinki w ustach i ledwo skończyłam zaciąganie włosów Roxy na jej rogi (by wyglądały jak fryzura, a nie prawdziwe).
- Karolina spotkała się twarzą w twarz z kolesiem, który sprzątnął jej klienta - opisała diablica w jednym zdaniu to, co mi zajęło ponad godzinę.
Ostatnią spinką umocniłam fryzurę i obejrzałam efekt końcowy. Bah, tu i tam włosy wychodzą, lecz nie chcę się z tym cackać od nowa. Nareszcie od powrotu mogę sobie pozwolić na siedzenie. Pościel była dzisiaj wymieniana, więc nie zajdę w ciążę. (Na brudnej pościeli strach odpocząć. Nie wiadomo czy siedzisz na plamie od jogurtu czy spermie czy jeszcze czymś innymi. Dlatego określenie "od siedzenia zajdziesz w ciążę" jest tutaj często używane.)
- Pi, wolałabym o tym nie rozpowiadać. Nie mówcie nikomu więcej, dobrze? - spoglądam na obie błagalnie, przytakują. Jedynie Verxa, ten kapuś nad kapusiami, wstaje i kiwa niezrozumiale głową.
- Szefowa i tak się dowie - wzdycha niby bezradnie. - Będziesz jedenasta. Dla ciebie specjalnie urządzimy calutki bialutki pokoik. A na suficie będziesz miała tą swoją plażę. To zawsze jakiś ładny widok, kiedy pieprzy cię dwóch emerytów.
Pi i Roxane patrzą zdegustowane na koleżankę. One też mają dosyć jej docinek psujących każdy dzień. Czuję od Ro, że żałuje iż tak szybko wypaliła o tym incydencie. Nie szkodzi, wiem, że nie chciała. Oj, ona taka już jest nieokrzesana...
- Jeśli tylko spróbujesz coś pisnąć... - krzyczę szeptem, starając się nie wybuchnąć.
Rozległ się krótki, wysoki dzwonek. Mamy kolejnego klienta. Wychodzę z pokoju wprost na jego powitanie. Po drodze przywdziewam maskę Afrodyty, malując w myślach obraz jak ten ktoś wybiera Verxę i uszkadza jej gardło swoim penisem, co powoduje, że milknie na wieki. To wygląda stanowczo bardziej na wypadek przy pracy, niż gdybym ja jej podcięła tętnicę ostrzem. Niestety obawiam się, iż to pozostanie tylko marzeniem.

Jak ci minął dzień, Noirku? Bolało?

Od William'a CD Chester'a

Powoli szedłem do wyjścia kiedy przede mną pojawił się pewien blondyn. Zatrzymałem się momentalnie i spojrzałem na niego niepewnie.
- Bardzo cię przepraszam, nie wiem jak to się stało, a ty upadłeś i mi teraz głupio, to wina tych butów! - zaczął nagle się tłumaczyć. Jednak mą uwagę przykuło coś innego.
- Jak twoja kostka? - zapytałem, widząc, że ta jest sina i ma małe zadarcie. Ten zamrugał i spojrzał w dół. Chyba dopiero teraz zauważył, że coś mu się stało.
- ... to nic, wyliżę się - powiedział po chwili.
- Na pewno? Nie jestem lekarzem, ale nie wygląda to dobrze - niepewnie spojrzałem na twarz chłopaka.
- To nic takiego - stał przy swoim.
- Może... Poszedłbyś ze mną do apteki, w której pracuję? Tam mają wszystko i mógłbym ci jako tako pomóc, a tak to będę miał wyrzuty sumienia, że raz przyszedłem na zajęcia, i już komuś stała się krzywda - wymamrotałem, nawet nie patrząc na blondyna.
Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, ale koniec końców ruszyliśmy w kierunku mego miejsca pracy.
~*~*~*~*~*~
Otworzyłem drzwi od apteki. Od razu do mych uszu doszedł dźwięk dzwoneczka, który znajdował się przy nich. Wraz z blondynem weszliśmy do środka, a następnie skierowaliśmy się za ladę. Po chwili znaleźliśmy się na zapleczu.
- Usiądź - wskazałem na krzesło w rogu, sam zaczynając przeszukiwać szafki.
Nie minęło wiele, zanim udało mi się znaleźć spirytus, maść i bandaż. Zgarnąłem jeszcze ręczniki papierowe i wróciłem do chłopaka. Od razu zacząłem opatrywać jego rany. Kiedy skończyłem, w końcu spojrzałem na twarz blondyna.
- Skończone. Jednak i tak radziłbym pójść z tym do lekarza... Tak dla pewności - wymamrotałem. - A jeżeli chodziłoby o dzisiejszą sytuację... Wybaczam ci, chociaż w sumie nie mam czego. To nie twoja wina. W końcu nie zrobiłeś tego specjalnie. No i oczywiście nie musisz mi niczego wynagradzać - uśmiechnąłem się delikatnie, odkładając rzeczy na ich miejsce.

Chester? Tak... wiem, że jest do niczego... Jak coś to nie przyznaję się do tego opka!

piątek, 10 listopada 2017

Od Karoliny CD Liam'a

- Co to za hałasy? - to pytanie przywróciło mnie do rzeczywistości.
Rozejrzałam się by zorientować się od kogo pochodziły te słowa. Z uwagi na niefortunną pogodę klientów dzisiaj było prawie tyle co nic, więc wszystkie dziewczyny siedziały w saloniku na kanapach, gadając o typowo babskich problemach. Ja z szefową przeglądałyśmy katalog kolorów farb, by wybrać odpowiednią do nowych pomieszczeń. W sumie było nas 12. Roxa wychylała swoją czerwoną czuprynę nade wszystkie głowy jak surykatka wypatrująca zagrożenia. Reszta skierowała na nią wzrok, jakby ona usłyszała coś, czego my nie mogłyśmy. Nawet mama na chwilę się zainteresowała.
- To pewnie deszcz... - odparła Trix, siedząca nieopodal szatynka z równą grzywką.
- Deszcz nie brzmi jak scena mordu - rzuciła czerwonowłosa, każąc nam się uciszyć palcem.
Nastała cisza, przerywana siarczystym deszczem. Przepiękna chwila. Nic nie hałasuje, nikt nic nie mówi. To rzadkość w tej profesji. Dzięki ci, Roxa, będę cię za to po twych rogach całować.
Słuchałyśmy... W pewnym momencie myślałam, że słyszę jak nasze serca zgrywają się w jeden rytm, lecz to były tylko hałasy z zewnątrz. Potem przeszył nas kobiecy krzyk. Instynktownie policzyłam nas dla pewności, że to nie któraś z nas. To dochodziło z tyłów. Natychmiast zerwałam się z siedzenia. Przebiegłam na zaplecze, a tam dało się zarejestrować więcej dźwięków. To się dzieje tuż za ścianą, pomyślałam. I wtedy głupiutka ja, bezbronna, bez paralizatora ani czegoś ciężkiego, otworzyłam drzwi dzielące mnie od okrutnego, szarego świata.
Stanęłam w deszczu, by być świadkiem niecodziennego zdarzenia. Dwójka wilkołaków rozgrywała między sobą walkę o dziewczynę, najwyraźniej zdobycz. Jeden z nich położył ją przede mną niczym pies gazetę dla swego pana. To znaczyło, że mam pomóc czy chcę czy nie. "Bez paniki... Przecież znam się na tym."
Sprawdziłam jej puls. Był słaby, ale dziewczyna żyła. Nie reagowała na wołania i bodźce. Nie wyglądała na ranną, chociaż tak pierw myślałam po widoku krwi na niej. To była jedynie krew tamtych dwóch, zmieszana z deszczem. Ona była zdobyczą jednego, ocaloną przez drugiego, dlatego właśnie on nie mógł mnie teraz zostawić z nią samą. A przynajmniej musiałam wiedzieć komu ona zawdzięcza życie.
- Kim ty jesteś? - zawołałam.
W sumie musiałam to pytanie powtórzyć z kilka razy aby dało jakikolwiek efekt. Tajemnicza postać obecnie mężczyzny warknąwszy coś, podszedł bliżej i narysował krwią na białej płytce swe żądanie, które zmyło się równie szybko. Skinęłam głową, że rozumiem i czym prędzej pobiegłam do środka. W między czasie kilka par oczu przyglądało się całej akcji z bezpiecznej odległości. Wracając z czystym ręcznikiem pokazałam im, żeby przyszykowały wolny pokój.
- Proszę - wydyszałam niesłyszalnie, podając mu ręcznik.
Wziął go ode mnie natychmiast i zniknął na kilka chwil za kontenerem. Zdążyłam nieprzytomną dziewczynę przekazać do rąk koleżanek. Odprowadziwszy je wzrokiem, spostrzegłam się, iż nieznajomy już wrócił.
- Mam na imię Liam Wolf i sorki za to, co się stało - powiedział, ująwszy mą dłoń w swoją i składając na niej pocałunek. (Rumieniec na całej twarzy za 3, 2, 1...)
Dżentelmen. Cóż za wyjątek w tym fałszywym świecie... Albo krętacz. W swoim czasie się okaże...
Czuję ciepło na twarzy, chociaż na dworze jest z 10 stopni i pada. Chociaż w jego cieniu żadna kropla mnie nie trafia. Mogłabym tak stać, gdybym zapewne nie wyglądała jak dziecko zaczarowane zabawką na ostatniej półce sklepowej. Nie jestem przyzwyczajona do rozmowy z tak wysokimi, wysportowanymi, ludźmi, tak zwanymi byczkami. To takie trudne w konwersacji, kiedy patrząc przed siebie, zamiast oczu rozmówcy, widzisz jego klatkę piersiową.
Jego wyraz twarzy staje się zdziwiony. O nie! Za długo się patrzę! Odstępuję o krok, uwalniając swoją rękę. Mam na sobie krew. Jego? Tamtego drugiego?
- Jestem Orchida - nie używam w pracy swojego prawdziwego imienia. - A ty jesteś... Jesteś ranny? Chodź, pomożemy ci.
Ranny, nie wspominając, że do tego stoi tak jak go stworzono. (Albo się mylę?)
Delikatnie łapię go dwiema dłońmi za przegub dłoni i prowadzę do budynku. Nie na siłę, aby nie myślał, że go do tego zmuszam. Ani też za lekko, żeby mi się nie wyrwał. Przeprowadzam go przez próg i idziemy do pokoi. Otwieram pierwszy po mojej lewej i tam mu każę się rozgościć. Połowa dziewcząt, w tym szefowa, odprowadzały go oczekującym spojrzeniem, którego typ zna mało kto lepiej niż ja. Musiałam je rozczarować zanim się rzucą na głęboką wodę:
- Nie ma nic przy sobie, nawet... - urwałam, bo to same widziały na własne oczy. - Przynieście cokolwiek do ubrania i apteczkę - pognałam je.

*Pisz do Gejszy... Odpowie tydzień później. XD* Li?

wtorek, 7 listopada 2017

Od Chester'a do William'a

     Uśmiechnięty, z dobrym humorem zmierzający ku ogromnemu budynkowi blondyn już od kilku dni był niesamowicie podniecony na to, co ma się zdarzyć. Po dwóch latach nauki śpiewu, nareszcie mógł spróbować sił w innej sztuce, tym razem bardziej aktywnej fizycznie, a mianowicie tańcu. Może jego zapał byłby mniejszy gdyby miał uczyć jego grupę któryś z nauczycieli który również ułożyłby choreografię, ale specjalnie dla ich piątki, dyrektor przygotował coś o wiele ciekawszego. Żwawym krokiem wparował do środka i odmeldował się, ruszając po schodach do góry, żeby przywitać się z przyjaciółmi, którzy stali przy jednej z sal. Wszyscy gorączkowo plotkowali i nakręcali się na tancerza, który podzieli się talentem.. blondyn do nich dołączył, chichocząc na każdą ploteczkę na jego temat. Mieli jeszcze dwadzieścia minut do rozpoczęcia zajęć, które wpierw miały ich rozgrzać, a dopiero potem powinien pojawić się nieznajomy artysta, rozniecając ogień w ich sercach. Floyd podreptał do wysokiej brunetki w okularach i przytulił ją na powitanie, pozwalając jej poczochrać swoje włosy.
- Jedyna siedzisz cicho - zarzucił jej, opierając się o ścianę. Zrobiła to samo obok niego, pocierając zapewne sztywny kark i szyję od nieprzespanej, lub źle przespanej nocy. Wzruszyła lekko ramionami.
- I tak przyjdzie jedynie pokazać, co umie - ostudziła jego zapał, wpatrując się w przechodzących obok starszaków z wyższego piętra, którzy kierowali się do łazienki. Uśmiechnęła się pod nosem. - Lepiej się do niego nie przyzwyczajaj.
- Co masz na myśli? - blondyn zamrugał i uniósł jedną brew po chwili, jakby wyczytując w jej słowach coś, czego nie chciał wyczytać. Gdy zobaczyła jego minę, zaśmiała się i poklepała go po brzuchu, w przyjacielskim geście.
- Powinniśmy już wchodzić.
Po tych słowach, jak na zawołanie cała piątka razem ze starszakiem wlali się na salę z lustrami, rozstawiając po bokach. Dodatkowa osoba była tylko po to, żeby pomóc im w ćwiczeniach, oraz zaprezentować choreografię po ,,artyście" w wolnych ruchach, ucząc ich każdego kroku. Chester bardzo dokładnie rozciągał się i wykonywał każde ćwiczenie, chcąc wypaść jak najlepiej. Wreszcie, drzwi otworzyły się i każdy po kolei stanął jak wryty, gapiąc się na nowego chłopaka w luźnych ciuchach, wchodzącego jakby nieśmiało i podążającego na środek do starszaka, z którym chyba wcześniej miał styczność. Floyd zauroczony usiadł grzecznie z innymi, jedyny po turecku i wpatrywał się z ciekawością.
- To jest William - wskazał na artystę starszy, uśmiechając się do grupy. - Jest autorem choreografii, na której będziemy bazować się w przygotowaniu do waszego egzaminu z tańca. Może ktoś z was faktycznie ma do tego smykałkę.
- Ile masz lat? - zapytała jedna z dziewczyn, długowłosa blondynka i wprawiła nowego w zmieszanie, ale ich opiekun uciszył ją, robiąc mu miejsce.
- Więc.. - zaczął niepewnie. - Wiem, że chcecie zatańczyć coś wolnego, ale też intensywnego i pełnego emocji.. tutaj nie pokażę wam erosa. Z resztą, sami zobaczycie.
Po tych słowach chrząknął i starszy chłopak włączył muzykę z małego odtwarzacza. Była ona spokojna, wyniosła, ale nie do przegięcia, miała w sobie coś z popularnego popu. Jego ciało wygięło się, wtem zgięło a on zaczął poruszać się płynnie, szybko, innym razem wolno, lub zamaszyście, odejmując dech blondyna. Był zapatrzony jak w Boga. Nigdy wcześniej nie widział kogoś, kto tak dobrze czuje się przy tańcu. Kiedy William przestał się ruszać, a muzyka się skończyła. Floyd był pierwszą osobą która wstała gwałtownie i zaczęła klaskać.
- Niesamowite! - powiedział na głos razem z brunetką, która też doceniła talent starszego od nich o trzy lata artysty. Uroczy, mały uśmiech występującego dodał odwagi i motywacji elfowi.
- Czy ktoś zapamiętał układ i chciałby spróbować zatańczyć z Williamem? - zapytał nagle ich opiekun, rozglądając się po sali, która stała się cicha, a atmosfera napięta. Z jednej strony każdy chciałby spróbować, a z drugiej bali się upokorzenia. Ale nie Chester. Uniósł rękę i z uśmiechem lojalnego psa który ujrzał właściciela, skierowanym do Willa, zaproponował własną osobę. - No proszę, stań obok 'Pantsa.
Poproszony, podszedł do niego i podał mu dłoń, witając się. Wymienili się imionami, a następnie czekali, aż zacznie grać muzyka. Tym razem byli odwróceni do luster, dzięki czemu w razie pogubienia się, blondyn mógłby spojrzeć na partnera i powtarzać to, co on wykonuje. Zaczął się pocić ze stresu, ale był zadowolony. Usłyszeli pierwsze nuty i oboje ruszyli z choreografią. Na początku nie nadążał, ale gdzieś w połowie przypomniał sobie resztę i przyśpieszył, dając z siebie wszystko. Nie pokazywał swoich błędów, za to często wpatrywał się w ruchy Willa. I byli prawie u końca połowy, kiedy nagle..
- FLO! - poruszyła się brunetka, chcąc uprzedzić go o rozwiązanej sznurówce na którą prawie sobie depnął. Blondyn wystraszony potknął się i podstawił haka artyście, który tracąc równowagę już upadał i gdyby nie Floyd, miałby bliskie spotkanie z ziemią. Zamiast tego, upadł wprost w ramiona blondyna, a ten opadł na plecy, wydając z siebie jęk bólu. Wszyscy gapili się na nich zdezorientowani, a dobroduszny piosenkarz w trybie natychmiastowym pomógł wstać Willowi i zaczął go przepraszać.
- ..może na dzisiaj pozwolimy panu Williamowi opuścić salę, wszyscy widzieliście układ, teraz przećwiczymy go razem - poinformował opiekun. Will jakby z westchnieniem poprawił spodnie i ruszył do wyjścia wolnym krokiem, zaś Chester czerwony ze wstydu patrzył raz za nim, raz na brunetkę ze wściekłością. Nie mógł tak tego zostawić. Zatrzymał opiekuna z ćwiczeniami i pognał za 'Pantsem, stając przed nim i składając ręce jak do przeprosin, które zaczął składać.
- Bardzo cię przepraszam, nie wiem jak to się stało, a ty upadłeś i mi teraz głupio, to wina tych butów! - zrzucił winę na przedmioty martwe. - Pozwól mi to jakoś wynagrodzić, może daj mi swój numer telefonu albo.. przepraszam, że tak ci włażę na głowę..
- Jak twoja kostka? - zapytał nagle Will, a blondyn zamrugał. Jego kostka? Spojrzał w dół i dopiero teraz zobaczył siną kostkę, oraz małe zadarcie.
- ..to nic, wyliżę się.

| Williamie Shakespearu ♥ |

Chester

Chester Floyd

Rasa
• Półelf nizinny
Jest dzieciem elfki z krwi i kości, oraz niziołka któremu było jednak bliżej do człowieka. Nizinny, ponieważ pewne cechy charakterystyczne po ojcu wciąż są widoczne w wyglądzie chłopca.

Płeć
• Młody, piękny mężczyzna.

Wiek
• Skończone szesnaście wiosen.
Dzięki genach elfich po matce proces starzenia spowalnia po skończeniu dwudziestu lat.

Wzrost
• Na daną chwilę mierzy on metr '67, lecz wciąż rośnie. Może się zdarzyć, że pewnego dnia będzie miał prawie dwa metry, a ty będziesz patrzyć na niego z dołu zastanawiając się, kiedy?

Praca
• Chodzi do szkoły trzy razy w tygodniu, w resztę dni pomaga matce w piekarni, jest specem od idealnie wypieczonych zapiekanek. Na uczelni uczy się sztuki tworzenia piosenek.

Znaki szczególne
• Nie ma dnia, żeby nie miał worków pod oczami, które słodko podkreślają jego niesamowicie błękitne oczy. Po za tym, ma bardzo piękne rysy twarzy.

Miłosne życie
• Dla zainteresowanych, jest prawiczkiem. Nie ogranicza się co do płci, ale uważa, że żeby z kimś być, musi na prawdę się zakochać. Chce przeżyć równie ogromną miłość jak jego matka, dla której ojciec się poświęcił. Chce spędzić z jedną osobą całe swoje życie.

Właściciel
Kontakt gdziekolwiek. Częściej sprawdzam howrse.
bossdaddyrys@gmail.com
Jasve

Głos
AJR - Sober Up


Zainteresowania
Jednym z największych zainteresować młodego półelfa jest jak najbardziej śpiew i jego nauka, oraz talenty innych osób, takie jak malowanie farbami olejnymi na płótnie. Zawsze raduje się na wieść, że do jego uniwersytetu przyjeżdżają uczniowie z wymiany, których chętnie zaczepia i ogląda ich prace. Oprócz tego, uwielbia piec i zajmować się kuchnią. Ma do tego smykałkę po mamie. Gdzieś między znajdzie zawsze czas na ogrodnictwo, do czego również ma talent, bo ich rodzinny ogród nigdy nie obumiera, a wręcz przeciwnie, kwitnie i promienieje.


Charakter i umiejętności 
Charakter Chestera nie jest wcale taki rozległy i skomplikowany. To po prostu bardzo dobry i energiczny dzieciak. Ma więcej cech pozytywnych niż negatywnych, po części może dlatego, że urodził się jedną z najpiękniejszych i najczystszych ras jakie widział ten świat. Jest uprzejmy, wychowany, ale potrafi pokazać chwilę wariactwa, kiedy zabiera przyjaciół na wypady, których nikt się nie spodziewał. Opiekuńczy, martwi się o każdego i o wszystko, a kiedy sieje się komuś krzywda, on zawsze zjawia się jak superbohater żeby uratować dzień. Jest odważny na swój sposób, ale zdarza mu się tchórzyć. Zazwyczaj gadatliwy i łatwo nawiązuje znajomości, innym razem cichy i skupiony, na przykład kiedy tworzy lub śpiewa piosenki. Piękny głos to jego największy dar. Miał okres w życiu kiedy znęcał się nad młodszymi kolegami, ale to wszystko zmieniło się, kiedy zaakceptował śmierć rodzica. Teraz jest najsłodszym uczniem jakiego spotkasz w Musicienne Uni.

Rodzina
Jedyną rodziną, jaką posiada chłopak jest jego elfia matka imieniem Yrvina, która prowadzi jedną z najczęściej odwiedzanych kawiarni niższego nakładu, zarezerwowana tylko dla ludzi, którzy nie kąpią się w złocie. Kobieta takich stworzeń nienawidzi. Jego ojciec Jantar umarł broniąc rodziny przed najeźdźcami kiedy jego syn miał zaledwie
dziesięć lat. Nie posiada żadnych kuzynów, ciotek, wujków czy jakichkolwiek innych krewnych, a przynajmniej o nikim takim nie wie.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Krótka informacja

Moi drodzy

Po krótkim przemyśleniu i waszych prośbach postanowiłam aby każdy chętny mógł sam wstawiać swoje opowiadania jako autor. Ochotników proszę o wysłanie mi swojego maila na Howrse, bądź w komentarzu pod postem (dodaj również, jeśli masz, imię swojej postaci).

Jeśli zauważę nadużycie tego przywileju (wzrośnie ilość postów o nagannej treści), zawieszę autorstwa wszystkim na pewien okres.

Wasza Gejsza.

William

William Squarepants
Will to dziewiętnastoletni, dość niski chłopak - mierzy 165 cm. Syn demona i zmiennokształtnej. Urodzony trzeciego maja. Niestety nie odziedziczył po ojcu nieśmiertelności, dlatego też starzeje się jak zwykły człowiek. Jest aptekarzem.

"Mam taki charakter, który czasem łatwo skrzywdzić i choć nie widać ran, na pewno pozostaną blizny."
Williama nie jest łatwo określić jednym słowem. Nie można powiedzieć o nim jako introwertyk, ekstrawertyk czy choleryk. Jednak jakby tak się jemu przyjrzeć. Można zauważyć, że posiada w sobie sporo z flegmatyka i melancholika. Wiele jego cech pasuje do tych dwóch rodzajów ludzi. Może zacznijmy od tego pierwszego. William jest osobą łagodną. Charakteryzuje się dobrocią. Nie skrzywdziłby nawet muchy. Chłopak ten jest także cierpliwy. Spokojnie czeka na daną chwilę czy rzecz. Nie zamartwia się jeżeli coś się przedłuża. Po prostu cierpliwie oczekuje. Następnie dowiadujemy się, że Willy jest osobą dość cichą. Raczej małomówny. Czasami bywa, że jąka się gdy czuje stres. Także jest to bardzo zamknięty w sobie osobnik. Praktycznie nikt nie zna go tak na prawdę. Woli nie mówić innym o swojej osobie. William lubi także obserwować ludzi. Często z ukrycia patrzy na ich zachowania, słowa, gesty. Można powiedzieć, że poznaje człowieka jeszcze przed ich pierwszą rozmową. Kolejno. Dobry słuchacz. Will zawsze wysłucha dokładnie tego co ktoś mówi. Stara się z tego zapamiętywać jak najwięcej. Nie przerywa komuś w trakcie wypowiedzi. Zawsze czeka do końca. Jeżeli chodzi o flegmatyka to już wszystkie cechy u chłopaka, które do niego pasują. Przejdźmy teraz do melancholika. Po pierwsze. William jest osobą twórczą. Kreatywną. Przejawia spore zdolności artystyczne. Willy uwielbia tworzyć. Nie ważne co. Dla chłopaka jest to obojętne. Liczy się przekaz. Już nie jeden raz namalował obraz, napisał wiersz, piosenkę, opowiadanie czy stworzył układ taneczny. Cóż poradzić... Jest to po prostu typ artysty. Chociaż trzeba wiedzieć, że tylko nie liczne z nich ujrzały światła dziennego.Większość leży schowana głęboko w "szufladzie" bądź po prostu nadal znajduje się jedynie w głowie chłopaka. William po prostu uważa, że jeżeli nikt się o nich nie dowie, to tak właśnie będzie lepiej. Następne jest coś w stylu nieufności. Will ostrożnie dobiera przyjaciół. Woli mieć pewność, że ktoś potem nie wbije mu przysłowiowy nóż w plecy. Kolejno widzimy to, że chłopak ten unika bycia w centrum uwagi. Często ukrywa się i stara nie zwracać na siebie uwagi. Woli żyć w cieniu niż pod bacznym wzrokiem wszystkich wokół. No i ostatnia cecha, która pasuje do tego, że William jest po części melancholikiem. Wrażliwość. Szczególnie na problemy innych. Chłopak potrafi się popłakać widząc krzywdę innych. Stara się pomóc jak tylko może... ale no cóż... Po części jest on po prostu tchórzem, który nie chce pakować się w kłopoty. No to teraz przejdźmy do najróżniejszych cech charakteru Williama, które to są już całkowitą mieszanką. Zacznijmy może od tych najgorszych, których na szczęście nie jest za wiele. Willy nie panuje nad swoimi emocjami. Tak bardzo jak chciałby je ukryć, tak bardzo nie daje rady. Także dość wybuchowy. Czasami potrafi go zdenerwować nawet najmniejszy szczegół. Wtedy "wybucha". Zaczyna krzyczeć, a z jego oczy wypływają łzy. Pewność siebie? Tym na pewno nie można określić Willa. On jest całkowitym przeciwieństwem. Raczej dość nieśmiały. William jest także inteligentny i sprytny. Dobrze się uczy i szybko pojmuje nowe rzeczy. Potrafi znaleźć wyjście z nawet dość trudnej sytuacji. Także tolerancyjny. Nie obchodzi o to czy rozmawia z osobą innej orientacji, religii czy koloru skóry. Dla niego to nie ma żadnego znaczenia. No i pozostały nam jeszcze dwie ważne cechy charakteru Willa. Pierwsza z nich to szczerość. Mianowice. Jest to osoba, która potrafi być szczera do bólu. Jednak nie zawsze mówi prawdę. To zależy od tego czy ktoś chce ją znać czy woli "żywić się" kłamstwami. Jednak jeżeli ktoś go o nią poprosi, nie zawaha się i niemalże od razu ją wyzna. No i na koniec... William jest osobą dość ciekawską. Pragnie wszystko wiedzieć. Czasami jest jak małe dziecko, które musi dotknąć wszystkiego w jego zasięgu i zajrzeć w każdą dziurę.

"Pasja i poświęcenie, tylko dzięki temu można zajść dalej i wygrać."
William interesuje się głównie wszelkimi rodzajami sztuki. Jako pierwsze można by wymienić malowanie i rysowanie. Najczęściej używa do tego ołówków. Po prostu uwielbia szkicować. Nie ważne czy to z tyłu zeszytu czy w specjalnym bloku bądź notatniku. Dla chłopaka to obojętne. Najważniejsze jest dla niego sama ta czynność i możliwość przelania swoich emocji na kartkę. Przez to też niemalże zawsze ma ze sobą ołówek i duży notes bądź blok. Williama fascynują prace z kolorem, a najbardziej obrazy malowane farbami. Sam też by tak chciał jednak po prostu nie daje rady. Jak to on stwierdził, po prostu nie dany mu jest kontakt z farbami. Dalej możemy przejść do pisania. Chłopak często ma za dużo myśli w głowie. Przelewa je na papier. Czasami w formie wierszy, a innym razem w postaci opowiadania. Do tego prowadzi on dziennik bądź pamiętnik. W sumie sam William nie wie jak to określić. Jednak nie zatrzymujmy się i przejdźmy dalej. Teraz przyszedł czas na taniec, który mówiąc szczerze chłopak uwielbia. Sam tworzy choreografię do piosenek. Po prostu daje się ponieść muzyce. Nie preferuje on jakiegoś konkretnego stylu. Dla Williama to obojętne czy tańczy balet, hip hop czy może jazz. Najważniejszy jest ten moment. Tylko wtedy jeżeli ktoś dokładnie się wpatrzy to z jego ruchów może odczytać naprawdę wiele. Praktycznie całą jego historię. Jednak trzeba umieć patrzeć. Do tego chłopak uwielbia, że podczas tej czynności nie martwi się o nic. Wtedy nie musi zmagać się z wszystkimi problemami i ogólnie z trudem życia. Po prostu kocha to. I może na koniec dodajmy jeszcze ostatnie hobby Williama. Zbieranie scyzoryków. Jest to dość nietypowe zainteresowanie. Jednak chłopaka fascynują te przedmioty. Sam nie wie czemu. Po prostu jest coś w nich co przyciąga go do tych przedmiotów. Można wspomnieć, że ma on ich jak na razie około piętnastu. Oczywiście każdy jest inny. A! I jeszcze nie można zapomnieć o jednym. William kocha czytać książki. Uwielbia poznawać historię bohaterów i wczuwać się w nich.
William posiada także kilka "dodatkowych" umiejętności, które zyskał przez swe pochodzenie. Pierwszą z nich jest podróż za pomocą cienia. W przeciwieństwie do tej Tiago nie jest ona ograniczona aż tak bardzo. Chłopak po prostu może wniknąć w cień np. drzewa i pojawić się w zupełnie innym miejscu, wychodząc np. z cienia domu. Kolejna umiejętność raczej nikogo nie zdziwi patrząc na to, że jest on po części zmiennokształtny. William może zmieniać dowolnie swój wygląd. W jednym momencie może być wilkiem, a w drugim już ghoulem. Jedynym ograniczeniem jest to, że zmienia się tylko jego wygląd. Nie zyskuje on żadnych mocy czy umiejętności związanych z daną rasą. Następnie mamy wyczulone zmysły. Najbardziej węchu i słuchu. No i na koniec mamy rozmawianie ze zwierzętami. Will rozumie je wręcz idealnie. Tak jakby mówiły "ludzkim" językiem. Plus nie zapominajmy o tym, że może on się przemieniać w demona.
"Miłość po prostu jest. Bez definicji. Kochaj i nie żądaj zbyt wiele. Po prostu kochaj."
William jest osobą homoseksualną jednak nikt o tym nie wie... I na razie nie ma zamiaru nikogo o tym informować. Do tego nigdy dotąd jeszcze tak na poważnie nikogo nie miał, zresztą... chyba trochę za bardzo boi się tego wszystkiego co wiąże się z byciem w związku... Można go nazwać trochę taką cnotką... A co do rodziny. Na ogół mieszkał z ojcem, ale z matką także się widywał. Posiada także przyrodniego brata Tiago. Jednak ich kontakt... No powiedzmy, że nie jest za dobry.

"Inność drażni jednakowość."
jako tygrys
William posiada także kilka wyróżniających go cech. Jedną z nich jest pewne schorzenie. Zwie się ono heterochromia iridum. Jest to po prostu różnobarwność tęczówek. Mianowicie, jedno oko Willa jest zielone, a drugie niebieskie. Następnie mamy taką jakby fobię.  Chłopak niemalże panicznie boi się pływać. Owszem... Zanurzy się w wodzie. Aż tak się jej nie boi. Jednak w momencie gdy woda sięga mu powyżej pasa zaczyna panikować. Kompletną katastrofą jest moment gdy nie czuje on dna pod nogami... Wtedy naprawdę trudno go uspokoić. Dalej mamy informację o tym, że  Chłopak ma pewne problemy ze wzrokiem. Niby zazwyczaj widzi dobrze. Jednak zdarzają się momenty gdy obraz zaczyna mu się zamazywać i utrzymuje się to przez kilka minut. Will nie wie dlaczego tak jest, ale jak na razie nikomu o tym nie mówił. 

"Jeśli będzie Ci na mnie zależało to znajdziesz drogę, nawet przez piekło."
Howrse - Tiago
Mail - magicstory6@gmail.com
Chat - Tiago

niedziela, 5 listopada 2017

Od Ash'a CD Hangagog'a

     Nie trwało to długo. Nagłe wparowanie do domu, rozmowa pomiędzy jakąś kobietą i facetem, który go uratował, nagły krzyk przeszywający powietrze i łomot, gdy jego ciało upada na podłogę. Rwanie mięsa. Nie brzmiało to jak pożywianie się, bardziej bawienie jego wnętrznościami. Słyszał jak dywan zostaje przesunięty, a klapa otworzona. Już wiedział, że czeka go rychła śmierć, dlatego złapał za nóż który zabrał z kuchni wybawiciela, szybko przykładając do krtani. Ale zanim zdążył zrobić nacięcie, został wyciągnięty i rzucony na ścianę, na której odbryzgnęła się krew starca. Gdy z jękiem otworzył oczy, widział wszędzie szkarłatną ciecz i jego mięso. Ostatnie co zobaczył, zanim stracił przytomność od uderzenia, to jego twarz, wykrzywiona w strachu i ogromnym bólu. Każdy pomyślałby, że to dobrze, stracił przytomność, nie spotka go więcej bólu. Ale problem był w tym, że ta przytomność może bardzo szybko powrócić, tym bardziej u wieczornicy. Gdy znowu był świadomy, nieznajoma mu osoba, w znajomej celi zakuła go w łańcuchy które nieprzyjemnie wbijały się w jego nadgarstki i parsknęła śmiechem widząc nieudolne próby uwolnienia się.
Cholera. Cholera!
- Najpierw on, teraz jakaś suka! Mam dość! Odpierdolcie się do kurwy nędzy! - wydarł się gdy bardziej ożywiły się jego komórki mózgowe i odzyskał zdolność myślenia. Słowa te jednak nie spodobały się kobiecie, bo jak zakładał, nie miała między nogami penisa. Rzucił się bardziej do przodu i opadł z powrotem na ścianę, a ta podszedła do niego i uśmiechnęła się w.. specyficzny sposób.
- Trochę cię pobawimy, dziwko - aż przeszły mu ciarki po plecach. Kurwa, no nie chciał znowu tego wszystkiego, wolał zdechnąć, teraz, już. Ale nie to go czekało. Zanim się zorientował, ta pokazała mu przed oczami igłę.. i poczuł jak gorący materiał wślizguje się w jego skórę i mięso. Zawył z bólu i rzucał się, a ta kontynuowała. Krzyczał i płakał, ale z każdą następną igłą czuł coraz mniej siły. Jego ciało starało się wyleczyć rany, ale nie mogło, bo obce ciała pozostawały w środku. Ze zdartym gardłem i ciałem z którego ciekła krew, całym osiniaczonym, Ash wreszcie wyrzucił z siebie.
- ..błagam.. - chrypa sprawiała, że ledwo było go słychać. - ..przestań, zabij mnie.. nie mogę..
- To dopiero początek.
- Mogłeś nie uciekać - jego szept rozbudził trochę zamroczonego porażającym bólem Ash'a. Jęknął gdy ten puścił jego twarz i pozwolił głowie opaść w dół. Nie potrafił ruszyć żadną kończyną, ale jak tak o tym myślał, kiedy nie był nieprzytomny, to nawet się cieszył. Im dłużej będzie posiadał te igły w sobie, tym większa będzie szansa za zakażenie. Może nie jest to przyjemna i szybka śmierć, ale lepsze to niż zostanie tu z tymi psycholami. - To jak? Będziesz grzeczny?
- Mphh.. bhahahah.. - zaczął chichotać. Jego psychika mocno podupadła, ale po części chichot brał się z czegoś innego.
- To aż takie zabawne? - Hangagog, przyzwyczajony z pewnością do podobnego zachowania, złapał go za włosy i pociągnął do tyłu, znowu zmuszając go do patrzenia w swoje oczy. A blondyn uśmiechał się perfidnie.
- Ta suka go zabiła - powiedział, jakby to wszystko wyjaśniało i przegryzł swoją wargę, nagle wyrywając się do przodu tak mocno, że zderzył ich czoła, jednak nie na tyle mocno, by ghoula zabolało. A ten się nie cofnął. Wieczornica wpatrywał się z bliska w jego źrenica i przechylił głowę po kilku sekundach, prawie łącząc ich usta. Zamiast tego, wyszeptał. - Korzystaj ze swojej ,,dziwki" ile możesz.. nie zostało ci dużo czasu, skurwielu.
- A ty dalej uparty.. - zacmokał z niezadowoleniem i odepchał go, wyciągając swoje kagune, które nieco wystraszyło Ash'a, ale uderzyło ono tylko w łańcuchy, pozwalając mu na upadek na podłogę. Wydał z siebie zduszony krzyk i przewrócił się na plecy, drżąc. Ale nie na długo, bo został podniesiony za pomocą tego samego kagune, które przebiło jego brzuch. Podobnego bólu nie czuł jeszcze nigdy w życiu, ale nie był w stanie krzyczeć. Wypluł jedynie krew która spłynęła po jego brodzie, oraz ubrudziła z góry twarz Hangagoga. - Oh, mój błąd. Zabolało?
Powoli został położony na ziemi a kagune wysunęło się z niego, zostawiając go wykrwawiającego się. Patrzył się przed siebie i od czasu do czasu drgał, w konwulsjach ciała. Był tak blisko śmierci.. ghoul kucnął po kilku minutach wpatrywania się w tą żałosną scenę i posadził go, opierającego się o ścianę. Następnie położył dłoń na jego policzku i uśmiechnął się.
- Wytrwały jesteś.. jestem pewien, że się wyliżesz - wstał, ostatni raz spojrzał na chłopaka i wyszedł.
- Biedna dusza - usłyszał delikatny głos, nie należący ani do kobiety, ani do Hangagoga. Był jak balsam na jego rany, jak miód na języku. Jak piękna melodia dla ucha. Dotyk, który czuł, a mianowicie lekkie muśnięcia ramion i czoła usypiały go, a zarazem wybudzały. - Otwórz oczy.
Nie chciał, chciał odejść. Nie potrafił znieść więcej. Ale jednak.. coś podpowiadało mu, że warto. Uniósł powieki i wbił wzrok w kompletnie nieznajomego mu mężczyznę, o średniej długości włosach, świecących zielonych oczach oraz spokojnym wyrazem twarzy. Biło od niego ciepło i miłość, dlatego nie dziwnym jest to, że Ash od razu pomyślał, że to Bóg.
- Przyszedłeś po mnie.. - wyszeptał, dopiero teraz czując, że nie ma w sobie żadnych igieł. Że jego rana w brzuchu jest kompletnie zagojona. Że znowu może mówić. Cichy śmiech nieznajomego rozbrzmiał w całej celi. Pomógł mu wstać i posadził go na krześle, które nagle znalazło się w środku. - Dlaczego.. kim..
- Mój drogi - przerwał mu, kucając i kładąc dłonie na jego kolanach. Blondyn zamknął się i gapił w niego z maślanym wzrokiem. - Mój przyjaciel.. znalazłem go martwego. Sh, shh.. nie martw się. Wiem, że to nie twoja wina. Ale wiem, że próbował cię uratować. Udało mi się cię odnaleźć, skoro on dawał ci szansę, ja też ją dam.
Kiedy szatyn mówił, Ash powoli spojrzał za niego i nagle wyprostował się, wskazując palcem na Mortena, majacząc się, ale kolejny wybawca pokręcił głową. Morten wszedł i jakby kompletnie inna istota, usiadł obok mężczyzny i patrzył na blondyna.
- Jak..
- Mam rękę do zwierząt - parsknął. - Twojego kolegi ghoula nie ma. Wyszedł wcześniej. Powiedz mi tylko.. co teraz? Co chcesz zrobić? Chcesz odejść?
- J-ja.. ja nie wiem.. - wydusił z siebie ledwo. Nie wiedział NIC. Nie był w stanie odpowiedzieć na takie pytanie od razu. Demon - czego jednak nie wiedział, bo nie znał jego rasy - pokręcił głową i wstał z klęczek. Wtedy dało się słyszeć, jak właściciel domu powrócił. Ash prawie popłakał się na te odgłosy, ale demon pogłaskał go po włosach, czekając, aż ghoul zejdzie do nich. Gdy stanął w przejściu, Morten jakby wrócił do zmysłów i podszedł do swojego właściciela warcząc w zdezorientowanym geście. Długowłosy zaś, uśmiechnął się do mężczyzny.
- Jak miło, że się spotykamy, właśnie pomogłem temu panu.. widzisz, twoja koleżanka zabiła ważną dla mnie osobę przez niego, więc podejrzewam, że zasługuje na lepsze traktowanie. Co o tym myślisz? Ja.. - tutaj pomógł blondynowi wstać i poklepał go po ramieniu. - Uważam, że jest w nim potencjał. Szkoda robić z niego worek treningowy-- nie nie nie, nie wyciągaj kagune. Uwierz, nie potrafiłbyś mnie trafić. Nie chcę ci robić krzywdy, ani wchodzić ci w drogę.. ale..
- Han.. - Ash nagle przejął inicjatywę i spojrzał na oprawcę proszącym wzrokiem, a zarówno przepraszającym.

| KOCHAJ MNIE KUŹWA |

Obserwatorzy

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics